niedziela, 28 grudnia 2014

Liebster Award po raz 3 :)

Hejjj wszystkim. Ostatnio po raz 3 zostałam nominowana do Liebster Award. Tym razem przez: http://bally-fanfiction.blogspot.com/ za co bardzo dziękuje :) Jeżeli ktoś jeszcze nie wie co to nominacja do Liebster Award to odsyłam TUTAJ.


PYTANIA:

1. Jak masz na imię?
2. Wymarzone miejsce na wakacje?
3. Ostatnio obejrzany film?
4. Uważasz siebie za osobę szczęśliwą?
5. Masz idola? Jak tak to kim on/ona jest?
6. Jaka jest twoja najśmieszniejsza przygoda z dzieciństwa?
7. Jakie masz plany na przyszłość?
8. Ulubiona piosenka?
9. Masz osobę, której ufasz bezgranicznie?
10. Twoim zdaniem ważniejszy jest wygląd czy intelekt?
11. Które święta i dlaczego lubisz bardziej: Wielkanoc czy Boże Narodzenie?

ODPOWIEDZI:

1. Milena :)
2. Nie będę oryginalna i powiem, że Hawaje :)
3. 12 świątecznych randek :)
4. Raczej tak.
5. Całe 5 second of summer :)
6. Chyba takiej nie ma.
7. Skupiam się na teraźniejszości.. 
8. Na tą chwilę: Maroon 5 - Animals :)))
9. Może to być dziwne ale nie... 
10. Oczywiście intelekt, chociaż wygląd pomaga.
11. Boże Narodzenie :) Za klimat, za jedzenie, za śnieg...


Z racji, że aktualnie nie czytam zbyt dużo opowiadań, nominuję tylko:

(kolejność jest oczywiście przypadkowa)

PYTANIA ODE MNIE:

1. Jak masz na imię?
2. Ile masz lat?
3. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
4. Przyjaźń czy miłość?
5. Gdybyś mogła, to jaką jedną rzecz zmieniłabyś na świecie?
6. Jakie znasz języki?
7. Gdzie chciałabyś mieszkać, gdybyś musiała się wyprowadzić z Polski?
8. Bez czego na pewno nie przetrwałabyś nawet jednego dnia?
9. Co cenisz w ludziach?
10. Kim chciałaś zostać, kiedy byłaś mała?
11. Skąd bierzesz pomysły na bloga?


niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział 27

*Jessica*

Obudziłam się dosyć wcześnie bo już około 8:00. Dziś jest mój pierwszy dzień pracy, i nie wiem co myśleć. Niby czuję, że sobie poradzę, ale z drugiej strony przecież nigdy nie miałam do czynienia z tego typu zadaniami. Dam radę? To się okaże. Na razie mam jeszcze jeden problem: Harry. Aż boję się wchodzić do salonu. Ciekawe czy się obudził... Przez to co wczoraj powiedział mam ten okropny mętlik w głowie. Był pijany, tak, ale to wtedy mówi się prawdę. Przynajmniej tak słyszałam. Pewnie i tak nie będzie niczego pamiętał. A ja nie byłabym sobą gdybym po prostu zwyczajnie go obudziła, dlatego najciszej jak mogłam przemknęłam do kuchni po patelnie i jakąś drewnianą łyżkę. Nadal cicho udałam się do salonu, w którym spał Styles. Podeszłam bliżej kanapy, na której leżał i mocno uderzyłam łyżką w patelnię. Wydany dźwięk był okropny zarówno dla mnie jak i dla loczka, który od razu wstał z kanapy ale widać głowa bolała go niemiłosiernie bo znowu usiadł.

- Jakiż piękny dziś dzień, prawda Haroldzie? - spytałam na tyle głośno, że chłopak skrzywił się z bólu. - Postanowiłam cię obudzić, bo po cóż tracić czas, podczas gdy można porobić tyle fajnych rzeczy, na przykład wrócić do swojego domu - dodałam robiąc nacisk na ostatnie słowa.

- Kiedyś się zemszczę - mruknął tylko niezadowolony nadal trzymając się za głowę.

- Taa, jasne. A teraz trzymaj - powiedziałam rzucając w jego stronę jakieś proszki. - Nie pytam co się wczoraj stało i dlaczego postanowiłeś przyjść akurat do mnie. Masz 30 minut na ogarnięcie się a potem wypad bo idę do pracy. - dodałam po czym ruszyłam do swojego pokoju by przebrać się w TO po czym z powrotem wróciłam do salonu.

- Ooo trzeba mi było powiedzieć, że idziesz się przebrać, pomógłbym ci - powiedział uśmiechając się.

- Od kiedy ty chcesz komuś pomóc co? Zbieraj się, wychodzimy.

- Gdzie mnie zabierasz?

- Jesteś aż taki głupi czy tylko udajesz? Mówiłam, ja idę do pracy a ty gdzie tam chcesz.

- Ale... - chciał coś powiedzieć ale widząc moją minę od razu zrezygnował.

* 40 minut później *

- A tutaj mamy zaplecze - powiedział Tom, czyli mój nowy szef. Naprawdę podoba mi się to
miejsce. Jak na razie jest super. - Ok, no to chyba wszystko. Mam nadzieję, że będzie ci się tutaj dobrze pracowało.

- Ja też mam taką nadzieję - powiedziałam uśmiechając się co on odwzajemnił.

- A zapomniałbym. Mamy taką zasadę, że na czas pracy telefony zostawiamy tutaj. - oznajmił wskazując na szafkę obok.

- Ok - mruknęłam rzucając telefon po czym zaczęłam swoją pracę.

* 5 godzin później *

Jak na pierwszy dzień, to było całkiem nieźle. Zarobiłam parę napiwków, a tego się nie spodziewałam. Byłam już zmęczona i postanowiłam jak najszybciej wrócić do domu. Zabrałam swoje rzeczy i udałam się w stronę wyjścia. Chciałam zadzwonić do Emily i z nią porozmawiać, więc odblokowałam telefon a moim oczom ukazało się... 25 nieodebranych połączeń od Zayna? Co to ma być?

*Zayn*

Ona słyszała. Cholera jasna, musiała słyszeć. No bo niby dlaczego jej nie ma i nie odbiera telefonów? Z jej pokoju zniknęło kilka rzeczy, głownie ubrań, ale to nie może być prawda. Na dodatek Jessica nie odbiera. Co ja narobiłem...

- Możesz przestać tak łazić? Denerwujesz mnie - powiedział Niall. Nawet nie zauważyłem że od dłuższego czasu chodzę w tą i z powrotem po salonie. - Stało się coś? - zapytał ale nie zdążyłem odpowiedzieć bo drzwi wejściowe otworzyły się. Z nadzieją ruszyłem w stronę korytarza, ale jak się okazało nie była to Emily tylko Jess.

- Gdzie ona jest? - spytałem zanim blondynka zdołała cokolwiek powiedzieć.

- Kto?

- Proszę cię, powiedz, że wiesz gdzie jest.

- O co chodzi? - spytała zdezorientowana. Zrezygnowany ruszyłem z powrotem do salonu, w którym nie było już nikogo. - Zayn co się stało?

- Ja... powiem ci, ale obiecaj, że zamiast się wściekać to mi pomożesz.

- No dobra, dobra mów. - mruknęła lekko zdenerwowana. Po kolei opowiedziałem jej o zakładzie i o tym, że Emily najprawdopodobniej słyszała moją rozmowę. Dziewczyna przez chwilę siedziała z grobową miną wgapiając się w stolik po czym spojrzała na mnie lodowatym wzrokiem.

- Zabiję cię - wysyczała wstając. Wiedziałem, że nie wróży to nic dobrego więc jedyne co mi zostało to po prostu uciekać. Blondynka goniła mnie chwilę po czym niespodziewanie na horyzoncie pojawił się Harry, który widząc co się dzieje złapał ją i przyciągnął do siebie. - Ty draniu. Jak mogłeś jej coś takiego zrobić! - krzyknęła.

- Stary, myślę, że najlepiej będzie jak teraz się ulotnisz - powiedział brunet na co ja tylko kiwnąłem głową i opuściłem dom.

*Jessica*

Kiedy mulat wyszedł z domu Styles zaprowadził mnie do swojego pokoju. W środku cała się trzęsłam. Miałam ochotę wybiec za chłopakiem i porządnie obić mu tą śliczną buźkę. Spodziewałam się, że teraz loczek będzie prawił mi kazanie, że nie powinnam tak robić i że w ten sposób zachowałam się jak dziecko. On jednak usiadł na łóżku i przyciągnął mnie do siebie powodując, że musiałam usiąść na nim. Bez słowa wtuliłam się w jego tors. Wsłuchując się w bicie jego serca próbowałam się uspokoić. Trwało to dłuższą chwilę jednak myśl co się dzieje z Emily zmusiła mnie do odsunięcia się od chłopaka.

- Muszę już iść - powiedziałam wstając po czym po prostu wybiegłam z domu. Gdzie ona może być?

***

Postanowiłam zaryzykować i zadzwonić do jej mamy. Wątpię, żeby coś wiedziała, ale to chyba jedyna opcja. Niepewnie przyłożyłam telefon do ucha i czekałam, aż kobieta odbierze połączenie.

- Jessica? - odezwał się głos po drugiej stronie słuchawki. Nie wiedziałam, że nadal ma mój numer.

- Tak, to ja. - odpowiedziałam krótko.

- Meg się znalazła? - spytała z nadzieją.

- Nie... Chciałam zapytać czy nie wie pani przypadkiem gdzie jest Emily? - musiało to brzmieć co najmniej dziwnie. No bo skąd ona ma to wiedzieć...

- Dziecko, nie mów, że ona też zniknęła.

- Czyli, że pani nic nie...?  - i w tym momencie cała moja nadzieja prysnęła jak bańka mydlana.

* Wieczorem *

Szukałam jej już chyba wszędzie. W jej ulubionym parku, w klubach, nawet w szpitalach. Nigdzie nic. Zmęczona wróciłam do mieszkania i od razu udałam się do kuchni po szklankę wody. Pijąc ją w oczy rzuciły mi się opakowania po lekach leżące na blacie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to nie ja je wyciągnęłam. Nawet kiedy dawałam proszki Harremu, z powrotem włożyłam opakowanie do szafki. Na myśl przyszło mi tylko jedno i od razu udałam się w stronę salonu.

- Emily???

niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 26

Cześć :) Nie chcę nic mówić, ale chyba cierpię na chorobę zwaną brakiem weny. Jest na to lekarstwo?... Mam nadzieję, bo słabo mi idzie pisanie. Tak czy siak przepraszam i miłego czytania!!!

******


*Jessica*

- Jeszcze to - powiedziałam do Davida podając mu ramkę ze zdjęciem moim i Emily. Powoli zaczynam od początku się tu urządzać. Głównie pomaga mi brat, ale Emily również miała swój wkład. Jeżeli chodzi o Louisa to... jest tak jakby na mnie obrażony. Wie, że nie jestem z nim szczera i coś ukrywam. Kiedy dowiedział się o mojej wyprowadzce nie był zachwycony. I czuję, że to mu się nie podoba. No ale cóż, jestem już dużą dziewczynką, która sama potrafi o siebie zadbać. A Lou nadal uważam za brata chociaż nie wiążą nas więzy krwi. 

- Jesteś pewna? - spytał David. Doskonale wiedziałam o co mu chodzi. To pytanie słyszałam już naprawdę dużo razy.

- Tak. Tak i nawet znalazłam już pracę.

- Serio?

- Serio. W pobliskiej kawiarni potrzebowali kelnerki więc skorzystałam. Od czegoś trzeba zacząć. - powiedziałam uśmiechając się. Teraz muszę jeszcze załatwić jedną, bardzo ważną sprawę.

*Godzinę później*

 Po wielokrotnych próbach skontaktowania się z Louisem postanowiłam, że nie dam za wygraną i po prostu do niego pójdę. Chcę tą całą sprawę wyjaśnić raz na zawsze. Znając życie w tej chwili jest zapewne w domu Eleanor więc tam się udałam. 

- Jest ten idiota, który nie raczy odebrać telefonu? - spytałam El, bo to ona otworzyła mi drzwi.

- Jest, ale uprzedzam, nie jest w najlepszym humorze - odpowiedziała lekko się uśmiechając po czym wpuściła mnie do środka. Zaprowadziła mnie do salonu, w którym siedział Lou oglądając coś w telewizji.

- Ooo, a któż to nas odwiedził? Czy to nie kobieta, zwana siostrą, która ma tajemnice przed  chłopakiem, zwanym bratem? 

- Co? - spytałam nie rozumiejąc tego co przed chwilą powiedział. - Przyszłam pogadać i wyjaśnić...

- To ja was zostawię samych - wtrąciła Eleanor, która po chwili zniknęła za drzwiami. Niepewnie usiadłam na fotelu.

- Hmm, od czego by tu zacząć...

- Najlepiej od początku - mruknął nadal patrząc w telewizor. Lekko zdenerwowana wyrwałam mu pilota z ręki i wyłączyłam to grające ustrojstwo. 


- Rzeczywiście zachowywałam się dziwnie i miałam przed tobą tajemnice. Otóż, pewnego dnia zadzwonił policjant i poprosił, żebym przyjechała na komisariat. Tam wręczył mi list, jak się okazało od mamy. I wtedy właśnie dowiedziałam się, że... mam innego ojca. Moim biologicznym ojcem jest ktoś zupełnie inny. Postanowiłam go odszukać. I znalazłam. Do tego mam 2 braci. I David jest jednym z nich - powiedziałam niepewnie. Mina Louisa - bezcenna.

- To znaczy, że ten cały, jak mu tam, David, to twój brat? - spytał chyba nie dowierzając.

- Przed chwilą to powiedziałam.

- Rany, a Harry był tak nabuzowany, bo myślał, że jesteście parą...

- A co ma do tego Styles? - spytałam zdezorientowana i w tym momencie Lou zdał sobie sprawę, że powiedział za dużo.

- Słuchaj, nie chcę i nie będę mieszał się w wasze sprawy. Załatwcie to sami - muszę przyznać, wybrnął świetnie.

- Czyli już nie jesteś na mnie obrażony? - spytałam nie ciągnąc już poprzedniego tematu.

- Pomyślmy... chodź tu do mnie - powiedział rozkładając ręce do uścisku. Kolejna sprawa załatwiona.

*Noc*

Nie no zabiję. Kto normalny o godzinie 2:00 w nocy dobija się do drzwi? Leniwie zwlekłam się z łóżka i poszłam otworzyć temu niecierpliwemu człowiekowi. I kogo zastałam po drugiej stronie? Szanownego pana Stylesa, który nie wyglądał na trzeźwego.

- Heejjjjjjjjj - powiedział dosyć głośno podpierając się ściany.

- Co ty tutaj robisz o tej porze? - spytałam, ale nie liczyłam na odpowiedź. Nie pozostało mi nic innego jak tylko wpuścić go do środka. Oczywiście nie mógł sam przejść nawet jednego metra więc chcąc nie chcąc musiałam mu pomóc. Zaprowadziłam go do salonu, po czym poszłam do kuchni po szklankę wody. Wracając zauważyłam, że z jego wargi cieknie krew więc po drodze zabrałam jeszcze apteczkę.

- Kto cię tak urządził? - spytałam przykładając gazik do ust chłopaka na co cicho syknął.

- Jess, muszę ciiii cośś po-powiedzieć - mruknął ignorując moje pytanie.

- Co takiego?

- Jaaa ciiię ko-kocham. - powiedział cicho opadając na kanapę.

- Ty mnie co? - spytałam nie dowierzając jednak nie uzyskałam już odpowiedzi bo brunet po prostu zasnął.

*Następny dzień - Emily*

Wstałam około 8:00, a mój humor był... nijaki. Nie wiem czemu, ale czułam, że dziś wydarzy się coś co na zawsze zmieni moje życie. Powoli poszłam do łazienki, wzięłam prysznic i przebrałam się w TO. Cicho, aby nikogo nie obudzić zeszłam na dół w stronę salonu, z którego dochodził głos Zayna. Najprawdopodobnie rozmawiał przez telefon bo nikogo innego nie słyszałam. Wiem, że to nie ładnie podsłuchiwać, ale coś mówiło mi, żebym tak jednak zrobiła. I gdybym wiedziała, że za chwilę usłyszę właśnie to, to poważnie zastanowiłabym się nad tym co robię.

- Tak, stary daj mi jeszcze dwa dni. Wszystko idzie jak po maśle i za chwilę ją przelecę. Emily Moon nie sprawi, że przegram ten zakład...

piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 25

Cześć wszystkim! Mega Was przepraszam, że tyle czekaliście na ten rozdział... Prawda jest taka, że coraz częściej nie wiem co napisać. Nawet jeżeli mam to już w głowie to trudno mi to napisać, a potem i tak coś zmieniam. Od razu zaznaczam, że nie zamierzam kończyć tego bloga :) Po prostu rozdziały nie będą się pojawiać systematycznie... Miłego czytania :)

PS. Jeżeli czytasz, skomentuj, bo to wielka motywacja :)

**********************



[...] Wchodząc po schodach zadzwonił dzwonek do drzwi, więc chcąc nie chcąc musiałam się wrócić i otworzyć. Byłam niemal pewna, że to Carmen przyszła do Harrego, ale to kogo zobaczyłam za drzwiami kompletnie odebrało mi mowę.

- Mama?

*************************



- Co ty tutaj robisz? - wydusiłam po chwili kompletnie zdziwiona i oszołomiona.

- Wpuścisz mnie do środka? - jej głos... był inny. Nie taki jak go zapamiętałam. Ostatni raz widziałam ją kilka lat temu, ale ona... była inna. Schudła, w jej oczach nie było blasku, była tak jakby inną osobą. Niepewnie przesunęłam się w drzwiach robiąc przejście, aby moja rodzicielka mogła wejść do środka po czym zaprowadziłam ją do swojego pokoju.

- Skąd wiedziałaś gdzie mieszkam? - spytałam cicho patrząc jak mama siada na kanapie. Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. Że niegdyś najbliższa mi osoba, której nie widziałam lata jest w moim pokoju.

- Mam znajomości - odpowiedziała krótko. No tak, po co ja w ogóle pytam. Ona ma znajomych wszędzie. W banku, w sklepie, w szkole, w szpitalu...

- Po co przyszłaś? - spytałam ponownie tym razem nieco drżącym głosem. Bałam się usłyszeć odpowiedzi. I nie wiem, czy w ogóle chcę ją znać.

- Ja... chciałam cię przeprosić. Emily, słońce wiem, że bardzo cię skrzywdziliśmy i nie mieliśmy pojęcia co tak na prawdę robimy. Byłaś... Jesteś dla nas bardzo ważna i kochamy cię tak samo. Dużo
się zmieniło. Ale chcę, żebyś wiedziała, że żałuję, że wtedy tak postąpiliśmy.



- Nie jestem w stanie wam wybaczyć. Może kiedyś, ale na pewno nie dziś i nie za kilka tygodni. - powiedziałam prawie szeptem. W tamtej chwili chciałam po prostu wybuchnąć płaczem i ją przytulić, ale nie mogłam. Czułam blokadę, która była nie do pokonania.

- Rozumiem, ale przyszłam tu też w innej sprawie. Chodzi o Meg - a zapowiadało się tak pięknie. Tak było zawsze. Matka najpierw pytała o mnie, a potem zaraz zaczynała mówić o Meg. Chcecie wiedzieć kto to? Moja siostra. Moja siostra, która ma 16 lat i która już na początku gimnazjum zaczęła ćpać. I ćpa pewnie do tej pory. Rodzice nigdy nie byli w stanie nad nią zapanować, ale to jej głównie poświęcali uwagę. I zawsze kiedy chcięli się czegoś o niej dowiedzieć, pytali mnie - najlepsze i jedyne źródło informacji. Meg, a właściwie Megan kiedyś była otwartą, miłą i uśmiechniętą osobą. Wszystko zmieniło się od pojawienia się naszych nowych sąsiadów. Zaczęła kolegować się z jedną z dziewczyn i właśnie od tamtej chwili się zmieniła. W odpryskliwą wredną i zamkniętą w sobie. 

- Co z nią?

- Uciekła z domu.- powiedziała krótko powstrzymując łzy. - I przychodzę do ciebie, bo może coś wiesz...

- Niby skąd mam wiedzieć? Ani ona nie kontaktowała się ze mną, ani ja z nią. - jakoś nie brałam zniknięcia Meg za jakąś ważną sprawę. Jeszcze kiedy mieszkałam z rodzicami zdarzały jej się ucieczki, ale zawsze wracała. - Wcześniej czy później jej się znudzi.

- Jej nie ma już prawie miesiąc...- powiedziała co kompletnie zmieniło moje zdanie.


*Jessica*

Czas na zmiany w moim życiu. Zgodziłąm się porozmawiać z ojcem. Już następnego dnia ubrałam się w to i ruszyłam do kawiarni, w której miał czekać ojciec. Jak się okazało byłam przed czasem więc jedyne co mi pozostało to po prostu poczekać i pogapić się w czerwoną ścianę na przeciwko mnie. Po chwili jednak usłyszałam głos należący do mojego ojca.

- Przepraszam za spóźnienie. Długo czekałaś? - spytał pośpiesznie siadając co wyglądało nieco komicznie bo o mały włos by się nie przewrócił. 

- Nie, nie spóźniłeś się. to ja przyszłam za wcześnie... - miałam przechodzić do rzeczy i mówić dalej jednak przerwała mi kelnerka, która podeszła do stolika pytając o zamówienie.

- Małe espresso - powiedzieliśmy równocześnie po czym oboje się uśmiechnęliśmy. Po chwili kelnerka zniknęła by po chwili wrócić z naszymi kawami.


- Więc tak... przepraszam. Wiem, że nie powinnam tak wybuchać, ale taki mam charakter. Najlepiej będzie jak zaczniemy od początku.

- Miałaś prawo tak zareagować. Popełniłem błąd nie kontaktując się z tobą przez te wszystkie lata. Nawet nie wiesz jak bardzo chciałem zadzwonić, ale się powstrzymywałem. - powiedział upijając łyk kawy. - Wiesz, zawsze chciałem mieć córkę, i wreszcie się doczekałem - mam wrażenie że trafił mi się fajny tata.

* 2 godziny później *

Czas spędzony z ojcem zleciał niewiarygodnie szybko i pewnie rozmawialibyśmy jeszcze dłużej gdyby nie fakt, że na dworzu robiło się ciemno i chłodno. Pożegnałam się więc z tatą i ruszyłam z powrotem do domu. Przed wejściem miałam okazję podziwiać całujących się Stylesa i Carmen, na których widok zrobiło mi się niedobrze. Jednak jeszcze większą niespodzianką było to, że w drzwiach minęłam się z osobą, która trochę przypominała mamę Emily. Co do cholery?

- Czy to była...? - spytałam wchodząc do salonu.

- Tak - odpowiedziała brunetka nie pozwalając mi dokończyć. Po jej tonie stwierdziłam, że dziś ni warto pytać, więc postanowiłam zmienić temat.

- Chcę wam coś powiedzieć, żeby potem nie było... - zaczęłam jednak tym razem przerwał mi Styles, który z bezczelnym uśmieszkiem wszedł do pokoju. - Tak więc, wyprowadzam się - oznajmiłam na co Emily wypadł pilot z ręki, natomiast loczek zakrztusił się sokiem, który akurat przełykał.

- Że co? - spytała spokojnie Emily.

- Stwierdziłam, że tak właściwie to nie wiem po co tu mieszkam. Przecież mam mieszkanie, które w obecnej chwili stoi puste. Tak więc nie będę więcej siedzieć wam na głowie, poza tym stamtąd będę miała lepszy dojazd do pracy.

- Do czego? - tym razem spytał Niall, który siedział tak cicho, że nawet nie zauważyłam, że siedzi na fotelu w kącie. - Znalazłaś pracę?

- Jeszcze nie, ale tamto mieszkanie jest w centrum więc logiczne, że będzie mi bliżej. Oficjalnie kończę z kradzieżami. Emily, słonko, wybacz. - powiedziałam uśmiechając się.

- Spoko, i tak mnie do tego nie ciągnęło.

- Rany, ludzie, co to ma być? Najpierw Louis nas opuścił, z miłości.... Teraz one, co wy chorzy? - mruknął blondyn po czym wyszedł niby urażony na co ja wzruszyłam ramionami.

- Tak czy siak informuję, że jutro się wyprowadzam. A teraz życzę miłego wieczoru i dobranoc - powiedziałam rozentuzjazmowana po czym również wyszłam z salonu udając się prosto do swojego pokoju. Czas na kolejne zmiany.




sobota, 11 października 2014

Rozdział 24

Cześć wszystkim!!! 

Mam do Was prośbę, abyście, jeżeli opowiadanie Wam podoba, dodawali się do obserwatorów.
Bloga założyłam już jakiś czas temu, a obserwatorów jest nadal dość niewiele... 

Pamiętajcie też o komentowaniu! Miłego czytania :)

PS. Na dole znajdziecie zdjęcie nowej postaci...

*****************************************


[...]udałam się w stronę kuchni. A to co tam zobaczyłam omal nie ścięło mnie z nóg. 

***

To było dziwne. No bo przecież nie powinno mnie obchodzić, że Harry właśnie teraz obściskuje się z jakąś laską, no nie? A jednak w środku czułam rozczarowanie i... zazdrość? Ale czemu? Fakt, coraz częściej zastanawiałam się nad naszymi relacjami. Nie zachowywaliśmy się jak zwykli współlokatorzy. Po tej akcji z Nickiem zaprzyjaźniliśmy się, a przynajmniej tak myślałam. A potem znowu zaczęło się psuć. I teraz już wiem, że Harry Styles to kompletny kretyn. I nic ani nikt nie zmieni mojego zdania.

- Serio? W kuchni? Wydaje mi się, że to nie jest zbyt odpowiednie miejsce. Jeżeli miałabym wam doradzać, to sypialnia wydaje się idealna. - mruknęłam jak gdyby nigdy nic otwierając lodówkę. Na moje słowa loczek "odkleił się" od złotowłosej, która wydawała się nie być zadowolona tym faktem.

- Trzeba próbować nowych rzeczy. Carmen poznaj Jessicę. Jessica poznaj Carmen, dziewczynę, która będzie częstym bywalcem w tym domu. - powiedział uśmiechając się do... jak jej tam... Carmen.

- Taa, miło mi - mruknęłam zupełnie obojętnie po czym z jogurtem w ręku udałam się do ogrodu, w którym znajdowała się Emily.

- Cześć moja najdroższa przyjaciółeczko, jak się spało? - zapytała śmiejąc się z nie wiadomo czego. Czasami zupełnie jej nie rozumiem.

- Serio Ems? Od kiedy to interesuje cię czy się wyspałam?

- Życie jest piękne - kontynuowała nie zważając na to co powiedziałam.



- Nie wiem co wzięłaś, ale bierz tego połowę - mruknęłam. Teraz brunetka powinna być oburzona, ale ona tylko uśmiechnęła się jeszcze bardziej. Wtedy przez moją głowę przebiegła przyczyna jej zachowania: Zayn... Jak na zawołanie już po chwili chłopak pojawił się na tarasie z wyraźnie skwaszoną miną.

- Zdaje się, że byłeś w kuchni - powiedziałam śmiejąc się.

- Tsaaa niestety - odparł siadając obok Emily po czym czule ją pocałował. Jak słodko!!!

- Yyy co się dzieje w kuchni? - spytała zdezorientowana brunetka.

- Harry obściskuje się z Carmen.

- To ty ją znasz? - tym razem to ja spytałam mulata. 

- Tak jakby. To była Stylesa. Chodzili ze sobą pół roku, ale chodziło jej tylko o jego kasę. 

- I on się teraz z nią...? Rany, trzeba być kompletnym idiotą... - stwierdziła moja jakże mądra przyjaciółka. Pewnie kontynuowała by swoją wypowiedź gdyby nie to, że na horyzoncie pojawili się ONI i jak gdyby nigdy nic usiedli obok nas.

- O czym rozmawiacie? - spytał loczek. O tym jakim to jesteś skończonym kretynem, Styles.

- O tym, że trzeba zrobić zakupy - palnęłam szybko. - Pojadę z Niallem - dodałam widząc, że chłopak chce coś powiedzieć.

- Jeszcze śpi - poinformowała mnie Em na co w mojej głowie pojawił się cwany plan.

- No to trzeba go obudzić - mruknęłam uśmiechając się po czym udałam się najpierw do kuchni po miskę z wodą, a później do pokoju Irlandczyka. Najciszej jak to było możliwe podeszłam do jego łóżka wylewając na niego lodowatą ciesz. Blondyn od razu podniósł się do pozycji siedzącej po czym zdezorientowany spojrzał na mnie.

- Pobudka - powiedziałam cicho uśmiechając się słodko.

- Zginiesz marnie kochana. - po tych słowach zaczął mnie gonić po całym domu a następnie wokół stołu w ogrodzie przy którym siedziała reszta.

- Poddaj się - krzyknął Horan widząc, że tracę swoje siły. Przez chwilę udawałam, że zastanawiam się nad tą propozycją jednak po chwili znowu się uśmiechnęłam.

- Nie - odpowiedziałam słodkim głosem po czym przez następne 10 minut Niall ganiał mnie po całym ogrodzie. 

- A tak w ogóle to czemu mnie obudziłaś? - spytał nagle zwalniając.

- Bo chciałam jechać z tobą na zakupy.

- Jedzonko? Trzeba było tak od razu. Daj mi 5 minut - odparł po czym pobiegł do domu a ja zmęczona usiadłam obok Emily.

- A wystarczyło zwyczajnie trzepnąć go poduszką w łeb, żeby się obudził... - mruknęła w moją stronę.

- Wiesz, że ja nie lubię budzić innych zwyczajnie.

- I dlatego musieliście biegać przez 15 minut ja jakieś dzikie zwierzęta wypuszczone z zoo? - spytała ironicznie... panna Carmen! 

- Wow to ty jednak umiesz mówić - powiedziałam udając zdziwioną. Już chciała mi odpowiedzieć kiedy usłyszałam krzyk Nialla, informujący, że jest gotowy. Z uśmiechem na twarzy wstałam i już po chwili siedziałam w samochodzie blondyna.

***

Po około 2 godzinach wróciliśmy do domu. Kto spędza w sklepie spożywczym tyle czasu!? Tak, Niall Horan. A najlepsze jest to, że wykupił połowę sklepu. Głównie były to chipsy i żelki. 
Wchodząc do salonu napotkałam Emily i Zayna siedzących na kanapie i oglądających jakiś film, oraz Harrego który uważnie mi się przyglądał.

- Masz gości. Zaprowadziłam ich do twojego pokoju - poinformowała mnie przyjaciółka na co, nie powiem, się zdziwiłam. No bo niby kto mógłby mnie odwiedzić? Bez zastanowienia udałam się do swojego pokoju, w którym zastałam... Davida i małego chłopca w wieku około 3 lat.

- Co ty tutaj robisz? - spytałam zdezorientowana.

- Przyszedłem z tobą porozmawiać - odparł.

- A skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?

- Nie pytaj - powiedział krótko uśmiechając się.

- A to jest...? - znowu spytałam tym razem wskazując na dziecko.

- Nie masz tylko jednego brata. To jest Jorge. - poinformował mnie na co mały podszedł do mnie a ja nadal stałam jak wryta. Po chwili jednak się ocknęłam i wzięłam Jorge'a na ręce po czym usiadłam z nim na fotelu.

- O czym chciałeś ze mną porozmawiać?

- O ojcu. Daj mu szansę. To dla niego naprawdę trudne. To nie tak, że on o tobie zapomniał. Twoja mama na jego prośbę wysyłała mu twoje zdjęcia. Ma je wszystkie w swoim gabinecie. On nie jest złym człowiekiem. 

- Dla mnie też to nie jest łatwe. Przez 19 lat żyłam w kłamstwie i nie potrafię zrozumieć mojej mamy. Nie wiem dlaczego się tak zachowałam... od razu wybucham. Ale taka już jestem. Najpierw robię, później myślę. - odparłam bawiąc się rączkami małego.

- Najważniejsze to przyznać się do błędu. A oboje go popełniliście. To jak, pogadasz z nim?

*Emily*

Ostatnią godzinę spędziłam siedząc z Zaynem na kanapie. Już zapomniałam, jak to jest być kochanym... Moje dotychczasowe związki nie kończyły się dobrze. I mam szczerą nadzieję, że ten będzie trwał jak najdłużej.

- Co ty na to żebyśmy coś ugotowali? - spytałam po tym jak film lecący w telewizji się skończył.

- Jestem za. - odpowiedział całując mnie w policzek.

- Ok, to ty idziesz do kuchni, a ja do pokoju się przebrać. Jak znam życie to zaraz będziemy brudni. - oznajmiłam po czym wyszłam z salonu. Wchodząc po schodach zadzwonił dzwonek do drzwi, więc chcąc nie chcąc musiałam się wrócić i otworzyć. Byłam niemal pewna, że to Carmen przyszła do Harrego, ale to kogo zobaczyłam za drzwiami kompletnie odebrało mi mowę.

- Mama? 

**************************

Carmen (20 lat)


piątek, 26 września 2014

Rozdział 23

[...] W tym czasie przez moją głowę przelatywało wiele pytań, a najważniejsze z nich to to, czy ja aby na pewno dobrze robię?


***

Nie jestem w stanie określić co dokładnie czułam będąc przed pokojem, w którym znajduje się  mój ojciec. Szczerze to nie wierzę, że ja tutaj teraz jestem. Jessica, spokojnie, bądź twarda.

- Nie wiem czy dam radę - powiedziałam chwytając Davida za ramię kiedy ten chciał wejść do środka. - Na początku myślałam, że sobie poradzę, ale to dla mnie za dużo.

- Ten najtrudniejszy krok już za tobą. Szczerze to nie znam bardziej odważnej dziewczyny od ciebie. Naprawdę niejedna już dawno dałaby sobie spokój. - i  to podziałało bo po chwili skinęłam głową na znak, że jestem gotowa. Niepewnie weszłam do środka patrząc na podłogę.

- Ty musisz być Jessica - odezwał się głos przede mną. Niepewnie skierowałam wzrok na mężczyznę. I przeżyłam szok. On był tak bardzo do mnie podobny. A raczej to ja byłam podobna do niego.

- T-tak to ja -wydukałam wyciągając w jego stronę dłoń, którą po chwili uścisnął.

- To ja was zostawię samych - wtrącił się David. Nawet zapomniałam, że on tu jest. Moment później zostałam sam na sam z mężczyzną.

- Domyślam się, że to dla ciebie trudne, dla mnie także. Na początek może opowiesz mi coś o sobie? - zaproponował niepewnie.

- Tak, um, mam 19 lat, mieszkam w Londynie.

- Studiujesz? Pracujesz? - no i co ja mam powiedzieć. Że jestem złodziejką i z tego żyję? Tak właściwie to ostatni raz kiedy z Emily coś ukradłyśmy to wtedy, gdy poznałyśmy chłopaków. I powiem szczerze, że za tym nie tęsknię.

- Yyy nie, na razie utrzymuję się z pieniędzy po mamie.

- Masz chłopaka?

- Nie. - odpowiedziałam krótko. Szczerze, to czuję się, jakby ktoś przeprowadzał ze mną wywiad.

- Przepraszam, że tak wypytuję, ale po prostu chciałbym wiedzieć o tobie jak najwięcej. Jestem ciekawy jak żyjesz i co robiłaś przez te 19 lat... - chciał mówić dalej, ale mu przerwałam, bo słysząc to co powiedział złość zaczęła we mnie buzować.

- Chwila stop! Gdyby cię naprawdę obchodziło co się ze mną dzieje to sam byś mnie odnalazł. I żeby było jasne, nie przyszłam tutaj po to, żeby stworzyć kochającą się rodzinkę. Ty nawet nie wyobrażasz sobie jakie jest moje życie. Ty sobie tu żyjesz, jesteś szczęśliwy, podczas gdy kilka tygodni temu człowiek, którego nazywałam ojcem chciał mnie zabić. Zaprzyjaźniłam się z chłopakiem, któremu to zlecił. I gdyby nie inny chłopak to nie wiadomo czy bym tu teraz była. Nie wiem po co tu przychodziłam. Może liczyłam na to, że moje życie będzie przez to lepsze... Ale się myliłam, i to grubo. Najlepiej jak oboje zapomnimy o tym, że w ogóle się znamy. - wysyczałam po czym wyszłam trzaskając drzwiami. W tamtym momencie kipiałam złością i spokojnie mogłabym kogoś pobić. Jestem głupia. Po prostu głupia...

Po około godzinie wróciłam do domu. Trochę mi się zeszło, ale musiałam się trochę uspokoić. W środku panowała cisza, co oznaczało, że nikogo nie ma.

- I jak tam spotkanie? - spytał ktoś za mną.

- Nie strasz mnie - powiedziałam udając się w stronę salonu.

- Nie przedstawisz nam go?

- O co ci chodzi Styles? - tym razem to ja spytałam odwracając się w stronę chłopaka.

- Pieprzył cię już? Nie było cię kilka godzin więc pewnie tak - w tym momencie nie wytrzymałam i go spoliczkowałam.



- Zamknij się. Nie wiem o kogo i o co ci chodzi, ale dla twojej wiadomości, nie jestem pierwszą lepszą - wysyczałam po czym wyminęłam go i pobiegłam do swojego pokoju. To zdecydowanie za dużo jak na jeden dzień. Za dużo...

* Emily *

Postanowiłam posłuchać rad Jessici i zrobić krok naprzód. Z tego właśnie względu to ja dzisiaj zaprosiłam Zayna na randkę, a właściwie na spacer. 

- Mogę cię o coś zapytać? - zaczęłam rozmowę po chwili ciszy.

- Jasne, odpowiem na każde twoje pytanie - powiedział szeroko się uśmiechając.

- Dlaczego ja? W sensie dlaczego to ze mną chcesz być. Mógłbyś mieć każdą. - spytałam na co on stanął i złapał mnie za dłonie.

- To proste. Jesteś wyjątkowa. Taka... jednocześnie inteligentna i szalona. Uwielbiam twoje oczy, twój nos, twoje usta, twoje wszystko. Twój uśmiech to najlepszy obraz na świecie. Przy tobie zawsze jestem szczęśliwy i tylko ty umiesz sprawić, że od razu polepsza mi się humor. I mam cholerne szczęście, że dałaś mi szansę - zakończył patrząc mi w oczy, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. To było takie... piękne. - Mam wymieniać dalej? - spytał cicho nadal się uśmiechając.

- Nie trzeba - powiedziałam odwzajemniając uśmiech po czym stając na palcach musnęłam jego usta. I wtedy stało się dla mnie jasne. Ja się w nim zakochałam.

* Godzinę później *

Około 15 postanowiliśmy wrócić do domu. Chciałam porozmawiać z Jessicą, bo kompletnie ją olałam. Już przed drzwiami można było usłyszeć kłótnie, jednak nie zrozumiałam ani jednego słowa. Popatrzyłam zdziwiona na Zayna, który również wydawał się być zdezorientowany. Przecież rano wszystko było okay. Nie zastanawiając się długo weszłam do środka i od razu zdjęłam kurtkę.

-  [...] Nie wiem o kogo i o co ci chodzi, ale dla twojej wiadomości, nie jestem pierwszą lepszą - usłyszałam głos Jessici, a zaraz po chwili moja przyjaciółka wybiegła z salonu. Nie czekając na dalszy rozwój sytuacji ruszyłam w stronę pomieszczenia.

- Coś ty jej zrobił?! - krzyknęłam widząc Harry' ego chodzącego w tę i z powrotem.

- Ja nic. Ale lepiej sobie z nią porozmawiaj - prowadzenie tej dyskusji dalej było bez sensu więc jedyne co mi pozostało to rzeczywiście porozmawiać z Jess. 

***

- Możesz mi powiedzieć co tu się stało - spytałam wchodząc do jej pokoju. Siedziała na łóżku i najwidoczniej biła się z myślami.

- Jego się zapytaj - mruknęła cicho.

- Jacy wy jesteście do siebie podobni. Aż dziwne, że nie jesteście jeszcze razem. - powiedziałam bardziej do siebie niż do niej, ale blondynka najwyraźniej to usłyszała bo gwałtownie wstała.

- Ja z tym kretynem? No chyba bym musiała na mózg upaść, żeby być z kimś takim. On jest chyba ostatnią osobą, z którą chciałabym stworzyć związek. I oświadczam wszem i wobec, że jeżeli jeszcze raz coś takiego usłyszę to nie ręczę za siebie. - warknęła.

- Wiesz lepiej ochłoń zanim powiesz coś, co może zaważyć na naszej przyjaźni. - okay, rozumiem, że jest na niego zła, chociaż nie wiem za co (i nie spieszy jej się, żeby mi powiedzieć), ale to nie powód żeby atakować mnie.

- Przepraszam. - powiedziała cicho na co od razu ją przytuliłam. Nie potrafię się na nią długo gniewać. A wiem, że nie chciała. Jessica ma specyficzny charakter i czasami ciężko ją zrozumieć. 
Ale to ona zasługuje na szczęście jak nikt inny.

* Następnego dnia - południe - Jessica *

Dzisiejszy dzień spędziłam w swoim pokoju. Tak naprawdę to wstałam jakieś dwie godziny temu, a nie opuściłam swojego "królestwa" tylko dlatego, że nie chcę natknąć się na Stylesa. Więc dla dobra i jego i mojego się stąd nie ruszam. Jednak mój brzuch daje o sobie znać więc niestety, ale muszę coś zjeść. Powoli jak to miałam w zwyczaju udałam się w stronę kuchni z nadzieją, że nie spotkam w niej loczka. Przechodząc przez korytarz w oczy rzucił mi się czerwony płaszcz. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nie należał on ani do mnie, ani do Emily. Po chwili jednak zdałam sobie sprawę nad czym właściwie się zastanawiam i że tracę tylko czas więc już bez przystanków udałam 
się w stronę kuchni. A to co tam zobaczyłam omal nie ścięło mnie z nóg. 

********************************

I tak oto prezentuje się rozdział 23. Wiem, że zakończenie może nie jest jakoś szczególnie ciekawe, ale mogę Wam zdradzić, że pojawi się nowa osoba płci pięknej...

Chciałabym Was poinformować, że niestety mam strasznie DUŻO NAUKI I OBOWIĄZKÓW, dlatego też rozdział pojawił się tak późno. Jeżeli chodzi o kolejny to nie mam bladego pojęcia kiedy się pojawi, ale postaram się go napisać jak najszybciej :) Do następnego :*

niedziela, 14 września 2014

Rozdział 22

CZYTASZ --- KOMENTUJESZ :)


***

[...] I właśnie w tym momencie w pełni zdałam sobie sprawę jak to będzie wyglądać. Obca dziewczyna mówi facetowi, że jest jego córką. Na ucieczkę było niestety za późno bo drzwi otworzyły się. I co teraz? 

***

- Słucham? Pani do kogo? - spytała kobieta w wieku około 40 lat. To pewnie jego żona. Albo zwyczajnie to nie ten dom. Jessica, co ty gadasz, nie ma mowy o pomyłce.

- J-jaa chyba pomyliłam adresy, przepraszam - powiedziałam po czym skierowałam się w stronę bramy. Nie tak to miało wyglądać. Otworzyć miał mi James a nie jego żona. Nie udało się teraz, uda się następnym.

Byłam już jakieś dwie minuty drogi od domu mojego biologicznego ojca kiedy poczułam na sobie czyjeś spojrzenie. Jednak odwracając się zobaczyłam tylko drzewa i ławki. Chyba zaczynam wariować. Ale gdy przeszłam kolejne kilka metrów byłam na sto procent pewna, że ktoś za mną idzie. Przez to co się działo w przeszłości byłam bardzo wyczulona. Kiedy tylko skręciłam za zakrętem postanowiłam poczekać na osobę, która mnie śledzi. Jak na zawołanie po chwili ujrzałam chłopaka w mniej więcej moim wieku. Na mój widok nieco się speszył i chciał mnie minąć, ale go powstrzymałam.

- Możesz mi powiedzieć po jaką cholerę za mną idziesz? - warknęłam.

- Po prostu idę do sklepu. Tyle. - odpowiedział lekko zdenerwowany i zakłopotany. O nie, nie ze mną takie numery!

- Jasne, a ja jestem królowa Elżbieta. Gadaj...


- Ok... Wiem kim jesteś - oznajmił.



- Szczerze nie wiem co z twoją psychiką gościu, ale radzę udać się do lekarza - powiedziałam po chwili.

- Ty nie rozumiesz, wiem, że jesteś córką mojego ojca, Jamesa Fostera.

- Skąd ty to...? W ogóle kim ty jesteś? - spytałam zdziwiona.

- Nazywam się David Foster. A odpowiadając na twoje drugie pytanie to ojciec kiedyś powiedział mi, że ma córkę i pokazał mi twoje zdjęcie.  - wyjaśnił. Czyli, że on ma moje zdjęcie?  Ale skąd?

- Dlaczego mnie śledzisz? - spytałam cicho. Właściwie to nie wiedziałam co powiedzieć.

- Tak jakoś. Chciałem wiedzieć gdzie mieszka moja siostra. - oznajmił uśmiechając się. - Tata jest teraz w delegacji. Tutaj masz mój numer telefonu, byłoby miło gdybyś dała mi swój. - dodał przekazując mi karteczkę z ciągiem cyfr.

- J-jasne - wydukałam nadal zdziwiona całą tą sytuacją po czym także napisałam mu swój numer. 

- W takim razie do zobaczenia - powiedział z uśmiechem na twarzy po czym odszedł. Jak na pierwsze spotkanie to całkiem nieźle. Był zaskakująco miły, no i  przystojny. Ale chyba nie powinnam tak myśleć o swoim... bracie? Chyba tak, skoro on bez problemu nazwał mnie siostrą. Może to w cale nie był głupi pomysł, żeby poznać swojego ojca?

* Emily *

Kilka razy próbowałam skontaktować się z moją przyjaciółką, jednak bezskutecznie. Zayn kilka razy powtarzał mi, że nie mam się o co martwić, bo Jess to już duża dziewczyna, a poza tym co by jej się mogło stać w dzień... Może racja. Postanowiłam aż tak bardzo nie przejmować się nagłym zniknięciem przyjaciółki i poczytać jakąś książkę. Chłopaki mają ich mnóstwo. A przecież sami nie wyglądają na moli książkowych. Wybrałam "Romeo i Julię" chociaż znam ją prawie na pamięć. Kręcą mnie dramaty i prawdziwe miłości, co na to poradzę...
Po około 30 minutach usłyszałam dźwięk przekręcającego się zamka w drzwiach. Już po chwili w salonie pojawiła się moja przyjaciółka.

- Czyś ty zdurniała? Cały poranek do ciebie dzwoniłam, a ty nie raczyłaś odebrać! - krzyknęłam niby zdenerwowana.

- Sorry Ems, byłam spotkać się z twoim psychiatrą - powiedziała poważnie na co pokazałam jej język. - A tak na serio, chodź pogadać - dodała po czym poszła w stronę swojego pokoju, a ja podążyłam zaraz za nią.

- O co chodzi? - spytałam. To już druga osoba, która chce ze mną dziś porozmawiać. Czyżby o tym samym?

- Bo widzisz, byłam spotkać się z ojcem...

- Byłaś w więzieniu?! Czy tobie do reszty odbiło? - krzyknęłam wstając z łóżka, na którym siedziałam.

- Po pierwsze nie drzyj się tak, a po drugie, nie. Nie byłam w więzieniu. 

- Jak to? - przyznam się, że coraz mniej z tego rozumiałam.

- Poczekaj -  powiedziała po czym wstała i z komody wyciągnęła jakąś kartkę. Po chwili mi ją podała. - Czytaj - mruknęła. Mój wzrok zaczął jeździć po kartce, a ja po każdym zdaniu byłam coraz bardziej zszokowana. Ojciec Jessici nie był jej ojcem? Ale jak to możliwe, że ona przez tyle lat o tym nie wiedziała? Przez 19 lat mówiła "tato" nie do tego człowieka?

- Jess...

- Sama widzisz, dlatego zniknęłam z samego rana... - powiedziała po czym opowiedziała mi całą historię kończąc na tym, że wymieniła się numerami ze swoim... bratem.

- Co teraz zamierzasz? - spytałam.

- Nie wiem. Na razie jest w delegacji, później się zobaczy.

- Będzie dobrze, zobaczysz - wyszeptałam po czym mocno ją przytuliłam.

- Nie mów na razie nikomu, ok?

- Masz to jak w banku - dlaczego jak nie ja to ona ma zawsze po górkę?

* 3 dni później - Harry *

Minęły 3 dni od mojej rozmowy z Emily. Do tej pory nie rozmawiałem z Jessicą. Może to dziwnie zabrzmi, bo przecież mieszkamy w jednym domu, ale za każdym razem próbowałem jej unikać. Wiem, że moje zachowanie jest dziecinne i wygląda na to, że Harry Styles boi się porozmawiać z dziewczyną. Ale to na prawdę trudne. Po pierwsze, to nie jestem pewien swoich uczuć, a po drugie jak niby mam zacząć rozmowę? Dlaczego to wszystko jest takie skomplikowane?
Wstałem około 11 i w samych bokserkach ruszyłem w stronę salonu bo stamtąd dochodziły głosy. Gdy tylko przekroczyłem próg wszystkie pary oczu skierowanie były na mnie.

- Harry! Ty nasz wybawicielu! - krzyknęła Emily rzucając się na mnie. 

- Yyy, Ems, Zayn patrzy - jak ja uwielbiam wkurzać tą dziewczynę. - O co chodzi? 

- Otóż nasza kochana Jessica postanowiła zrobić naleśniki. Szkoda tylko, że niejadalne! - wyjaśniła brunetka na co Jess wystawiła jej język. - Więc postanowiliśmy, że poczekamy aż się obudzisz. Oczywiście moja świetna przyjaciółka-blondynka chciała wylać na ciebie kubeł zimnej wody, ale ją powstrzymałam. W nagrodę masz mi zrobić naleśniki - kończąc swoją wypowiedź zrobiła maślane oczka, przez co chciało mi się śmiać.

- Ok, ok. Na prawdę chciałaś obudzić mnie w ten sposób? - zwróciłem się w stronę blondynki.

- I jeszcze kiedyś to zrobię. A wy niewdzięcznicy - zwróciła się do chłopaków i Em - wiedzcie, że już nigdy nie zrobię wam śniadania - powiedziała po czym udając obrażoną wyszła z salonu.


- Przynajmniej nas już nigdy nie pozatruwa - mruknął Niall na co wszyscy parsknęli śmiechem. Z korytarza można było usłyszeć krzyk Jessici w stylu "Słyszałam". Boże, jaka ona jest cudowna... Chwila, stop. Styles przestań o niej myśleć. Po oprzytomnieniu udałem się do kuchni i zrobiłem obiecane naleśniki. Po zjedzeniu udałem się w stronę mojego pokoju. Przechodząc przez korytarz usłyszałem dźwięk dzwonka telefonu Jessici, który znajdował się na stoliku. Już miałem jej go zanieść, kiedy na wyświetlaczu zauważyłem napis: David. Jaki David do cholery? Pięknie, pewnie już sobie kogoś znalazła. A ja głupi chciałem powiedzieć jej ile dla mnie znaczy. Idiota. Cholerny idiota ze mnie.

*Jessica*

Co za różnica, że naleśniki są czarne zamiast jasnych? Chciałam pomóc, a oni doskonale wiedzieli jaka ze mnie kucharka. Postanowiłam więc się zbuntować i nie jeść śniadania. W ogóle dziwne, ale nie rozmawiałam z Harrym już od kilku dni. Dzisiaj dopiero się do mnie odezwał. Olewa mnie i to trochę boli.
Postanowiłam, że dzisiejszego dnia nie będę robić kompletnie nic. Odpoczynek, nuda i relaksik. Już miałam zamiar włączyć laptopa i poprzeglądać twittera kiedy do moich uszu dobiegł cichy dźwięk mojego telefonu. Szybko wybiegłam z pokoju mijając po drodze loczka (który nie wiadomo czemu wyglądał na wkurzonego), aż w końcu dopadłam do telefonu naciskając zieloną słuchawkę.

- Słucham - powiedziałam łapiąc oddech.

- Hej siostrzyczko, to ja David, pamiętasz mnie jeszcze? - usłyszałam roześmiany głos chłopaka. To zadziwiające, że rozmawialiśmy raz, a on już nazywa mnie swoją siostrą.

- Jasne. O co chodzi?

- Ojciec wrócił - powiedział już poważnie. - I chciałby się z tobą zobaczyć...

- Powiedziałeś mu?

- Wybacz, ale tak. Ja nie umiem kłamać, a kiedy spytał się mnie co się działo kiedy go nie było... Sama rozumiesz.

- Kiedy mam przyjść? - spytałam. Czy byłam wkurzona? I tak i nie. Chciałam sama to załatwić, ale z drugiej strony David mi to ułatwił. A to, że James chce się ze mną spotkać, to wielki plus.

- Choćby zaraz.

- W takim razie do zobaczenia - powiedziałam po czym rozłączyłam się nie czekając na odpowiedź chłopaka. Ruszyłam najpierw do pokoju się przebrać, a później do salonu i mrucząc pod nosem ciche "wychodzę" zabrałam torebkę i ruszyłam w stronę domu mojego ojca. Mój STRÓJ był elegancki i równocześnie dopasowany do pogody. Nie wiem czemu, ale źle bym się czuła w zwykłej bluzce i spodniach.
Po około 15 minutach byłam na miejscu. Przed domem stał samochód, którego wcześniej nie widziałam, należący jak mniemam do Jamesa. Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam aż ktoś mi otworzy. Tym razem nie zamierzam uciekać. Po chwili w drzwiach stanął David.

- Hej, gotowa? - spytał.

- Jak nigdy - powiedziałam na co chłopak uśmiechnął się po czym zaprowadził mnie w stronę jakiegoś pokoju. W tym czasie przez moją głowę przelatywało wiele pytań, a najważniejsze z nich to to, czy ja aby na pewno dobrze robię?


************************

Cześć!!! Na początku przepraszam, że zakończyłam rozdział w podobny sposób co poprzedni, ale musiałam... Jeżeli chodzi o Davida to jego zdjęcie znajdziecie w bohaterach :) 

poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 21

Cześć wszystkim!!! Chciałabym Wam podziękować za komentarze pod ostatnim rozdziałem, które bardzo mnie zmotywowały. Zasada czytasz --- komentujesz nadal obowiązuje!!! Miłego czytania :)

[...] I wtedy do głowy przyszedł mi on. Bez wahania wstałam i udałam się do pokoju kogoś kto chyba jako jedyny jest mi w stanie pomóc.

***

Cicho zapukałam po czym weszłam do środka. W pokoju było niewiarygodnie czysto. Miło wiedzieć, że jest ktoś w tym domu, oprócz Emily, kto dba o porządek. Chłopak leżał na łóżku i nie do końca wiedziałam czy przypadkiem nie śpi.

- Słucham, w czym mogę pomóc? - spytał nie otwierając oczu. 

- Brzmisz jak babka z obsługi klienta - mruknęłam cicho, ale on i tak to usłyszał bo się uśmiechnął. - Mam sprawę. 

- Trafiłaś pod dobry adres - powiedział poklepując miejsce obok siebie, które po chwili zajęłam.

- Potrzebuję informacji o pewnym mężczyźnie. Wiem, że macie tu pomieszczenie z życiorysami ludzi z całego Londynu. Sama bym sobie znalazła, ale nie mam klucza. A wiem, że ty tak.

- Po pierwsze to nie wszystkich, a po drugie co to za facet?

- Nie twój interes. To jak, będziesz tak miły i mi pomożesz?

- Niall Horan każdemu pomoże - uśmiechnął się po czym pociągnął mnie za rękę. Po chwili byliśmy  w wielkim pomieszczeniu pełnym półek i dokumentów. 

- Wow - wydusiłam. - Ile tego tu jest.

- No, trochę się namęczyliśmy. To jak nazywa się ten facet?

- Foster. James Foster  - blondyn szperał w szafkach jakieś 2 minuty po czym wyjął z jednej z nich zieloną teczkę. 

- Prosz. Nie ma za co.

- Dzięki, dzięki, dzięki. - powiedziałam czytając informacje na jego temat. Ma żonę, 2 synów i wielki dom. Jest architektem. No no, nieźle. Długopisem, który znalazłam na stoliku zapisałam na ręce jego aktualny adres. No, to teraz z górki...

*Ten sam dzień - wieczór*

Postanowiłam, że chcę poznać mojego biologicznego ojca bez względu na konsekwencje. I już jutro mam zamiar się do niego wybrać. Ale póki co nie chcę już o tym myśleć. 
Dzisiejszy wieczór  mogę chyba zaliczyć do tych nudnych. No bo chyba siedzenie przed telewizorem to niezbyt ciekawe zajęcie...

- Nudziiiii mi się - mruknął loczek. No co ty  nie powiesz...

- Zagrajmy w butelkę! - zaproponowała Emily. Nie wiem co w nią wstąpiło, bo nigdy nie chciała grać w tego typu zabawy. No, ale najwyraźniej towarzystwo zmienia ludzi. Już po chwili wszyscy siedzieliśmy w kółku. Miałam ten zaszczyt, że kręciłam pierwsza. Wypadło na blondyna.

- Wyzwanie - powiedział odważnie lecz widząc mój cwany uśmiech jego pewność siebie zmalała.

- Więc, mój drogi, wyjdź na taras i głośno wykrzycz imię dziewczyny, która Ci się podoba - każdy, kto chociaż raz grał ze mną wie, że wymyślam najlepsze wyzwania. 

- Yyy, nie ma takiej.

- Oj, no przestań, przecież wiem, że jest. Wyłaź - rozkazałam. Po chwili chłopak był już na tarasie. Z tego co udało mi się zrozumieć, dziewczyna ma na imię Natalie. 

- Zadowoleni? - spytał wkurzonym głosem. Widząc nasze rozbawione miny dodał tylko, że ma focha i że takie zabawy są głupie. Jak można się domyślić grał dalej już po dwóch minutach. W tym czasie Emily musiała opowiedzieć o swojej największej wtopie, a Louis zatańczyć tango z wielkim miśkiem. Byłoby świetnie gdyby nie to, że w pewnym momencie butelka kręcona przez Nialla wskazała na mnie. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, ale postanowiłam, że nie dam mu tej satysfakcji.

- Wyzwanie. 

- Oj, źle postępujesz, źle. Zemsta będzie słodka ...

- Gadaj.

- Pocałuj Harrego - co? Nie no wszystkiego bym się spodziewała, ale nie tego, że wymyśli coś takiego. Ja mam... jego? Chciałam zaprotestować, ale to by oznaczało, że wygrał.  Bez słowa sprzeciwu podeszłam do loczka i dałam mu buziaka. To powinno im wystarczyć. - Za krótko - powiedział blondyn na co ja przewróciłam oczami.

- Nie określiłeś ile ma trwać - mruknęłam, ale  wiem, że i tak to nic nie dało. Tym razem wbiłam się w usta zaskoczonego chłopaka, który po chwili odwzajemnił pocałunek. Muszę przyznać, że całował świetnie.  Po chwili jednak uświadomiłam sobie co właściwie robię, i że wszyscy na nas patrzą. Oderwałam się od chłopaka i lekko speszona usiadłam na swoim miejscu. Przez kolejne godziny loczek co chwilę na mnie spoglądał, ale za każdym razem udawałam, że tego nie widzę. Nie wiem co się ze mną dzieje, ale w środku czuję coś, czego jeszcze w życiu nie doświadczyłam. I sama nie wiem, czy się cieszyć, czy może bać...

* Następny dzień - Emily *

Tej nocy w ogóle nie mogłam zasnąć. Nie mam pojęcia czemu, ale myślałam o mnie i Zayn'ie. Czy mogę mu zaufać i stworzyć z nim normalną parę. Niewątpliwie coś do niego czuję. Ale się boję... Do cholery boję się zaryzykować. Nie chcę cierpieć, ale z drugiej strony od razu zakładam, że nam nie wyjdzie. Widzę, że stara się mnie do siebie przekonać, ale już taka jestem, że trudno mi zaufać. Jest to spowodowane sytuacją z moimi rodzicami. Ludźmi, którzy kiedyś byli dla mnie najważniejsi. No właśnie, kiedyś. Do tej pory nie zapomnę tego dnia, gdy jak gdyby nic oznajmili, że mam się wyprowadzić. Jednak bardziej boli mnie to, że nie wiem dlaczego... Dlaczego wyrzucili mnie bez słowa wytłumaczenia? Zawsze gdy pomyślę o tym, że kilka lat temu byliśmy szczęśliwą rodziną, chce mi się płakać. Łzy same napływają mi do oczu. Sęk w tym, że ja nie chcę. Nie chcę ryczeć z ich powodu. Wtedy czułam się jak wyrzutek. Jak śmieć. I pewnie skończyłabym ze swoim życiem gdyby nie Jessica. To ona zawsze była, jest i będzie moją rodziną. I nie obchodzi mnie to, że nie wiążą nas więzy krwi. Jest dla mnie najbliższą osobą i jestem pewna, że zawsze tak będzie.
Moje przemyślenia przerwało ciche pukanie do drzwi. Jest dopiero 8:00. Kto o tej porze może coś ode mnie chcieć? Mruknęłam ciche "Proszę", a po chwili w drzwiach stanął Harry.

- Śpisz? - spytał na wstępie. Brawo geniuszu, to było trafne pytanie.

- Tak, śpię, a w tej chwili rozmawiam z tobą...

- No tak, bo widzisz chciałem pogadać... - zaczął.

- To wiem, ale dlaczego ze mną?

- Bo jeśli powiem to Louisowi albo w ogóle któremuś z chłopaków to oni prędzej czy później to wypaplają. - powiedział, a ja poklepałam miejsce obok siebie. Po chwili chłopak siedział na moim łóżku.

- Więc słucham. 

- Bo widzisz... Ja... Yyy...

- Oj no wysłów się Styles - mruknęłam poirytowana.

- Dobra... Już od jakiegoś czasu o tym myślałem, ale mam ogromny mętlik w głowie. Chodzi o Jess. Kiedy was poznałem, zaintrygowała mnie. Nie bała się mnie jak reszta, była inna. Potem gdy zobaczyłem ją i tego całego Nicka przed naszym domem, jak on próbował ją pocałować, we mnie w środku się gotowało. Czułem... zazdrość? Tak jakbym to ja chciał być na jego miejscu. A kiedy po moim pobycie w szpitalu ona cały czas się mną zajmowała, zdałem sobie sprawę, że nie jest mi obojętna. Kiedy jest blisko to na mojej twarzy zawsze widnieje uśmiech. Kiedy mnie dotyka, przechodzą mnie dreszcze i w środku czuję ciepło. Ja... nigdy tego nie czułem w stosunku do żadnej dziewczyny. Zazwyczaj wszystkie były na jedną noc. Wczoraj, gdy mnie pocałowała, chciałem żeby ta chwila trwała jak najdłużej. I na prawdę nie wiem co robić i co o tym myśleć. - powiedział spuszczając głowę.

- Ty się w niej zakochałeś - szepnęłam. Byłam strasznie zaskoczona. Nigdy nie spodziewałabym się, że ktoś taki jak Harry zakocha się w mojej przyjaciółce.

- Nie wiem, na prawdę nic już nie wiem.

- To nie było pytanie tylko stwierdzenie Styles. Zakochałeś się i to po uszy.

- Co ja mam robić? - spytał cicho.

- Musisz jej o tym powiedzieć. Będziesz się dalej zadręczać i myśleć czy ona to odwzajemni. I nie przekonasz się dopóki jej nie powiesz. 

- Ale jeżeli ona nie... to wszystko się zniszczy. 

- Trochę ją znam i wiem, że ty też nie jesteś jej obojętny.

- Serio? - spytał pełen nadziei na co dostał ode mnie kiwnięcie głową. - Dzięki za rozmowę. Jestem pewien, że Louis by mi tego nie powiedział.

- Nie ma sprawy, miłości trzeba pomagać. A teraz wynocha, bo chcę się ubrać.

- Mam zawołać Zayna? - spytał poruszając zabawnie brwiami.

- Won mi stąd - krzyknęłam uderzając go poduszką. Kiedy już wyszedł wstałam i podeszłam do szafy. 

Ubrałam się w TO i zeszłam na dół. Oczywiście nie było nikogo, więc udałam się do kuchni i zrobiłam sobie szybkie śniadanie. Po około 30 minutach postanowiłam odprężyć się i posłuchać muzyki. Jak ja dawno tego nie robiłam. Założyłam słuchawki i usiadłam na fotelu w salonie zamykając oczy. Mój relaks nie trwał jednak długo bo po chwili poczułam szturchnięcie w ramię.

- Czego? - spytałam zdejmując jedną słuchawkę.

- Zrobisz mi jajecznicę?

- Niall, czy ty masz 5 lat? - spytałam ponownie po czym wróciłam do słuchania Eda Sheerana. Jednak ponowne szturchnięcia blondyna spowodowały, że zaczęłam tracić cierpliwość. - Poproś Harrego - mruknęłam.


Chyba jednak chwila spokoju nie była mi dana bo po około pięciu minutach ktoś bezczelnie ściągnął mi słuchawki z uszu.

- Czego tym razem? - krzyknęłam. 

- Spokojnie, bo ci żyłka pęknie - zaśmiał się Louis na co posłałam mu mordercze spojrzenie. - Widziałaś Jessicę? Nie ma jej w swoim pokoju.

- Jak to jej nie ma? Przecież nie mówiła, że gdzieś wychodzi. I to z samego rana. Dzwoniłeś do niej?

- Nie odbiera - coś mi się wydaje, że będą kłopoty.

* Jessica *

Dzisiaj zwlekłam się w łóżka już przed 7:00. Nie mogłam spać. Szybko ubrałam się w TO po czym wyszłam z domu. Właśnie jestem przed drzwiami mojego biologicznego ojca. Nie wiem co chcę zrobić, ale ciekawość jak on wygląda, co robi, jak mieszka, była silniejsza od rozumu. Tak czy siak nie ma już odwrotu. Niepewnie nacisnęłam dzwonek i zdenerwowana czekałam, aż ktoś mi otworzy. I właśnie w tym momencie w pełni zdałam sobie sprawę jak to będzie wyglądać. Obca dziewczyna mówi facetowi, że jest jego córką. Na ucieczkę było niestety za późno bo drzwi otworzyły się. I co teraz?  



niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 20

Hej wszystkim! Na początku chciałabym Was poinformować o moim braku weny... Ten rozdział pisałam przez kilka dni i na prawdę nie wiem co o nim myśleć. Przepraszam za wszystkie błędy, jeśli takie są... Miłego czytania! :)

***

[...]- Już wiemy co się wydarzyło tamtego wieczoru - zaczął. - Na miejsce miał przyjechać pani ojciec, ale pojawił się ktoś inny...
- Kto taki?
- Nick Blue. 
- Słucham????

***

Nie wierzę, po prostu w to nie wierzę. To stąd on wiedział gdzie mieszkam i że to Emily mnie namówiła na zajęcia taneczne. Musiał się nieźle namęczyć, żeby wymyślać te wszystkie kłamstwa na temat swojego życia. Spokojnie mógłby studiować aktorstwo. A ja byłam taka naiwna i we wszystko mu wierzyłam. Tak łatwo mu zaufałam. Jestem idiotką. Po chwili z sali wyszła Emily a za nią chłopcy.
- Parę tygodni i z tego wyjdzie - powiedziała moja przyjaciółka. Starałam stworzyć pozory, że się cieszę ale po głowie ciągle chodziła mi myśl, co by było gdyby...
- Wszystko ok? - spytał Louis.
- Tak - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
- To dobrze. Prosił, żebyś do niego przyszła. My idziemy, poczekać na ciebie?
- Nie, dam sobie rade - zapewniłam po czym weszłam do sali. Od razu w oczy rzucił mi się uśmiechnięty loczek. I właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę, że to ja będę mu musiała powiedzieć kto go postrzelił. 
- Czemu chciałeś, żebym przyszła? - spytałam niepewnie siadając obok niego.
- Wiesz, oni są zbyt głośni więc postanowiłem się ich pozbyć. - powiedział uśmiechając się szeroko. Między nami nastała chwila niezręcznej ciszy. Teraz albo nigdy.
- To Nick... - szepnęłam patrząc w podłogę.
- Domyśliłem się. Skąś znałem tą sylwetkę... Ej, nie przejmuj się - powiedział unosząc mój podbródek do góry. - Skąd mogłaś wiedzieć? Nie zadręczaj się. A teraz poproszę uśmiech. - wiedziałam, że nie odpuści dlatego wymusiłam uśmiech, chociaż nie był on szczery.


- Może być. A teraz opowiedz mi co się działo w domu przez te trzy dni - mam nadzieję, że teraz wreszcie wszystko zacznie się układać.

* Dwa tygodnie później *

To dzisiaj Harry wychodzi ze szpitala. Okazało się, że wszystko jest w porządku, ale jeszcze jakiś czas ktoś musi się nim zajmować. Od razu zgłosiłam się na ochotnika. Czuje, że jestem mu to winna. Przynajmniej tyle mogę. Dzisiaj też chłopaki robią imprezę niespodziankę. Trudno nazwać to jednak imprezą bo nikogo nie zaprosili, będziemy tylko my, a poza tym przecież Harry jest słaby. Jest godzina 17:00 a ja pomagam mu się pakować.
- To chyba wszystko - powiedział zamykając torbę. Oczywiście jak to on chciał ją zabrać, ale go powstrzymałam. 
- Nie możesz dźwigać.
- No ale... - chciał się sprzeciwić, ale go uciszyłam. Powiesiłam torbę na ramieniu, a chłopak objął mnie ze względu na to, że był słaby.
- Wiesz, że to wygląda jakbyśmy byli parą - powiedział uśmiechnięty kiedy szliśmy przez korytarz.
- Nie, to wygląda jakbym pomagała ci iść - poprawiłam go. Chociaż jakby się nad tym zastanowić to rzeczywiście dla osoby, która o niczym nie wie mogłoby to tak wyglądać. W ogóle o czym ja myślę?

* 21:00 *

Impreza trwa w najlepsze, chociaż dla niektórych już się chyba skończyła. Mam na myśli Nialla, który schlał się w trzy dupy. Jedynym abstynentem jest Harry, któremu lekarz zabronił nawet wąchać alkoholu. Ja oczywiście muszę go pilnować gdyż loczek już dwa razy miał w ręku piwo. Widząc jak chwyta kieliszek jak mniemam z wódką znowu musiałam zareagować.
- Z tobą jak z dzieckiem normalnie - powiedziałam przechwytując kieliszek i na złość wypijając jego zawartość.
- Jeszcze kilka i cię upiję - uśmiechnął się cwanie na co pokazałam mu język.
- Duszno tu, idę do ogrodu - mówiąc to wstałam z kanapy i udałam się w stronę drzwi. Jak to w lecie noce bywają chłodne, a ja mam na sobie tylko bokserkę i szorty, ale i tak usiadłam na huśtawce. Nawet nie wiedziałam, że ona tu jest. Znowu zaczęłam zastanawiać się, czy mogłam coś zrobić, żeby do tego nie doszło. Co by było gdyby Harry wtedy tam nie pojechał? Nick zrobiłby coś mi? Na te wszystkie pytania nie miałam odpowiedzi i to sprawiało, że myślałam o tym co raz częściej.
- Nie zimno ci? - usłyszałam głos loczka.
- Nie powinieneś tu być. Jesteś słaby i jeszcze tego by brakowało, żebyś się rozchorował.
- Ty się zaraz rozchorujesz. Masz. - powiedział podając mi swoją bluzę.
- Ale... - chciałam zaprotestować ale mi przerwał.
- Troszczysz się o mnie, a ja o ciebie. Żeby było mi cieplej możesz mnie przytulić - no nieźle to sobie wykombinował. Niepewnie przysunęłam się do niego i wtuliłam jak małe dziecko.
- Dziękuję, że chciałeś mi pomóc - szepnęłam po chwili ciszy.
- Nie ma sprawy. Gdybym mógł cofnąć czas to zrobiłbym to samo, uwierz mi. - przez to co właśnie powiedział poczułam takie ciepło w środku, tak jakby zapewnił mi poczucie bezpieczeństwa. To dziwne, ale chyba go polubiłam, nawet bardzo.

* Harry *

Kiedy blondynka się we mnie wtuliła poczułem się jak w niebie. Jej dotyk przyprawił mnie o gęsią skórkę. A może to przez zimno? Szczerze, to ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Co się dzieje? Czemu ja tak myślę? Już w szpitalu długo się nad tym zastanawiałem. Kiedy powiedziała, że się mną zajmie, aż w pełni wydobrzeje miałem ochotę skakać z radości. Nigdy nie zdarzyło mi się, żebym tak się zachowywał. Muszę to przyznać, że ta dziewczyna chyba zawróciła mi w głowie. Albo mi się wydaje. Nic już nie wiem.

*Następnego dnia - Jessica*

Wstałam dosyć późno bo około 11:00. Przebrałam się w TO po czym zeszłam do salonu skąd dochodziły śmiechy i piski. W tym domu to norma.
- Czy wy musicie drzeć kopary od samego rana? - mruknęłam siadając na fotelu.
- Sorry, ale znęcamy się nad Niallem, bidulek ma kaca - powiedział rozbawiony Liam.
- Emily, myszko ty moja, zrób mi tosta - poprosiłam słodkim głosem
- A co, nie umiesz?
- Umiem, ale twoje są lepsze - wiedziałam, że to zadziała. Po chwili śniadanie było w moim żołądku.
- Co dzisiaj robimy? - spytał Louis.
- Może plaża - zaproponowałam na co wszyscy przytaknęli.
- Ok, to ja idę wybrać strój kąpielowy - oznajmiła Emily po czym opuściła salon. Sama też miałam udać się do swojego pokoju, ale zadzwonił mój telefon.
- Dzień dobry. Z tej strony David Adams, pamięta mnie pani?
- Tak, tak - odpowiedziałam szybko. Przyznaję, że nie spodziewałam się, że jeszcze kiedyś do mnie zadzwoni.
- Czy mogłaby pani przyjechać na komisariat? Muszę przekazać pani kilka informacji, ale nie przez telefon.
- Jasne, będę za 30 minut. - oznajmiłam po czym się rozłączyłam. Ciekawe, czego tym razem się dowiem.
- Jedźcie sami, ja muszę coś załatwić. - poinformowałam.
- Jak to? Mieliśmy jechać wszyscy - powiedział smutny loczek.
- Obiecuję, że dojadę ok? A teraz lecę -  nie zastanawiając się długo założyłam buty i wyszłam z domu. Po około 25 minutach byłam na miejscu. W rejestracji powiedziano mi, że Adams jest teraz w swoim gabinecie, na pierwszym piętrze. Kiedy odszukałam drzwi z numerkiem 43 zapukałam po czym weszłam do środka.
- O, już pani jest. proszę usiąść - powiedział wskazując na krzesło. Muszę przyznać, że był przystojny, ale dla mnie za stary. Wyglądał mi na gościa po trzydziestce, a niestety dla mnie to troszkę dużo. - Więc pani Jessico, sprawy mają się tak, że złapaliśmy pani ojca. Jestem pewien, że posiedzi kilka lat. Na razie nie udało nam się znaleźć Nicka, ale to kwestia czasu. Jednak wezwałem panią nie tylko w tej sprawie. Otóż na przesłuchaniu pan Jim wspomniał, że w jego domu jest list zaadresowany do pani. Pozwoliłem sobie to sprawdzić i rzeczywiście jest taki. Proszę - powiedział wręczając mi kopertę z moim imieniem. - To by było na tyle, jeśli czegoś jeszcze się dowiemy, damy pani znać.
- Dziękuję i do widzenia - powiedziałam szybko po czym opuściłam pokój. Zastanawiało mnie, co jest napisanie w tym liście. I przede wszystkim kto go napisał. Chociaż mam podejrzenia. Postanowiłam, że przeczytam go w parku, który znajdował się niedaleko komisariatu, bo to chyba najodpowiedniejsze miejsce. 
Rozglądając się zauważyłam wolną ławkę, na której po chwili usiadłam. Niepewnie otworzyłam kopertę i zaczęłam czytać.

Kochana córeczko,

Jeśli to czytasz, to oznacza, że mnie już nie ma. Na początku chciałabym Ci napisać, że bardzo Cię kocham i jesteś dla mnie wszystkim. 
Postanowiłam napisać ten list, ponieważ uważam, że musisz znać prawdę. Wiem, że możesz mieć mi za złe, że dopiero teraz, ale zrozum, że nie mogłabym ci tego powiedzieć twarzą w twarz.
Zdaję sobie sprawę, że pewnie teraz cierpisz przez ojca, który diametralnie się zmienił. I chcę Ci właśnie przedstawić powód, dla którego tak zachowuje się wobec Ciebie.
Jessica, to nie jest Twój biologiczny ojciec...
Zanim poznałam twojego ojca spotykałam się z pewnym mężczyzną. Jednak on zranił mnie i przez to zerwałam oświadczyny. Tak, dobrze czytasz, oświadczyny. 
Długo nie mogłam się pozbierać, aż w końcu udało mi się, dzięki ojcu. Nareszcie znowu byłam szczęśliwa, ale w po pewnym czasie coś zaczęło się psuć, dlatego oboje postanowiliśmy zrobić sobie przerwę. Wyjechałam do Manchesteru, chcąc odpocząć. I wtedy spotkałam Jego. Znowu po ponad dwóch latach. Uczucia odżyły i stało się. Zdradziłam Jim' a. I zaszłam w ciążę. 
Znam Cię i wiem, że będziesz chciała go poznać. Nazywa się James Foster. Mieszka w Londynie. Tyle wiem. On wie, że jesteś jego córką, ale na moją prośbę nie kontaktował się z Tobą. Mam nadzieję, że mi wybaczysz...

Zawsze kochająca Cię

Mama <3

Czytałam treść tego przeklętego listu kilka razy. Przez cały czas żyłam w kłamstwie? Mój ojciec nie jest moim ojcem? To by wyjaśniało dlaczego tak się zachowywał w stosunku do mnie. Dowiedział się, więc spokojnie z czystym sumieniem mógł mi coś zrobić. Dlaczego mnie to spotyka???

* Godzinę później - plaża *

Przyjechałam na tę plaże chociaż zupełnie nie mam ochoty. Ale obiecałam Harremu, a z reguły zawsze dotrzymuję danego słowa. Nie wiem, czy bardziej jestem zdziwiona czy wkurzona. Przez tyle lat wychowywał mnie facet, który okazał się nie być moim ojcem. Rozumiem, że mama nie chciała, żeby to się wydało, ale do jasnej cholery chyba miałam prawo wiedzieć. 19 lat. Tyle musiałam czekać, aby poznać prawdę. Przynajmniej znam jego nazwisko. Muszę go poznać. Chcę wiedzieć czy jestem do niego podobna, czy ma rodzinę. Nie wiem jak go znajdę, ale to zrobię.
- Jessica! - usłyszałam wołanie Emily biegnącej w moim kierunku. - Wołam cię już trzeci raz. Chłopaki pływają a ja się nudzę, dlatego poszłam po napoje. Pomożesz? - spytała podając mi kilka butelek.  - Wszystko w porządku? - no tak, zamiast się cieszyć, że jestem na plaży, mam minę jakby coś się stało. A no tak, przecież się stało. Mój ojciec nie jest moim ojcem!
- Wszystko gra -  powiedziałam unikając jej wzroku. 
- W takim razie chodź się poopalać.
- Czemu nie jesteś w wodzie? - spytałam kiedy już leżałyśmy na kocu.
- Heloł, nie umiem pływać. Coś cię gnębi. - spytała a raczej stwierdziła. Nie miałam szansy odpowiedzieć bo na horyzoncie pojawili się chłopcy.
- O hej siostra. Nareszcie ile można na ciebie czekać... - powiedział Louis z bananem na twarzy.
- Jakoś się nie nudziłeś. A ty - wskazałam na Harrego - nie powinieneś jeszcze pływać.
- Przecież nic mi nie jest - powiedział siadając obok mnie. - Ale to słodkie, że się tak troszczysz - dodał przytulając mnie. O zgrozo, jaki on zimny.
- Zabieraj te zimne łapska Styles - warknęłam.
- Ej, ludzie. Idziemy grać w siatkówkę? - spytał Zayn.
- Ja odpadam, nie mam zamiaru pocić się w taki żar - powiedziałam szybko. Tak naprawdę powód był taki, że zupełnie nie miałam ochoty.
- Ale ty uwielbiasz grać w siatkę. I do tego jak - moja droga przyjaciółko, nie pogrążaj mnie!
- Jak? - spytał blondyn.
- Świetnie. No chodź - nalegała.
- Dobra nie chce to nie. Ja z nią posiedzę, też mi się nie chce ruszać mojego zgrabnego tyłeczka - powiedział Louis. Po chwili zostałam z nim sam na sam. - No to mów.
- Co?
- No co się dzieje. Znam to twoje spojrzenie, jest takie... nieobecne. 
- Nic się nie stało, nie dzieje i nie będzie się dziać jasne? - warknęłam trochę za ostro. - Przepraszam.
- Twoje zachowanie tylko potwierdza moje przypuszczenie. Gadaj, bo wiesz, że i tak się dowiem.
- Okay. Byłam na komisariacie, zamknęli ojca ale Nick uciekł - nie zamierzam powiedzieć mu prawdy dopóki nie odnajdę  ojca  James'a.
- I myślisz, że coś ci zrobi? Wątpię, żeby aż tak ryzykował - czyli jednak mój brat nie jest taki mądry, za jakiego się uważa. Tym lepiej dla mnie.

* Wieczór - dom *

Nie wiedziałam, że leżenie na plaży może być takie męczące. Opaliłam się, to fakt, ale czy to było tego warte? W tej chwili leżę na łóżku, do którego jakimś cudem doszłam. Ten dzień można zaliczyć do zaskakujących. Tak, to dobre określenie. Przemyślałam wszystko i nie mam żalu do mamy, że mi nie powiedziała. Bardziej martwi mnie to dlaczego James nie próbował się ze mną skontaktować. Wiem, że mama mu zabroniła, ale naprawdę nie ciekawiło go, co się dzieje z jego córką? Może mnie zwyczajnie nie chce. Jak to miałam w zwyczaju, zaczęłam myśleć co by było gdyby moja rodzicielka związała się z moim biologicznym ojcem. Byłabym szczęśliwa, mając przy sobie kochającego tatę, czy może on byłby tak zapracowany, że nie miałby dla mnie czasu. Jessica, radzę ci skończ z tym  co by było gdyby bo to się może źle skończyć. Lepiej pomyśl jak go znaleźć. Mógłby mi pomóc Louis, ale jest moim bratem więc wolę go w to nie mieszać. I wtedy do głowy przyszedł mi on. Bez wahania wstałam i udałam się do pokoju kogoś kto chyba jako jedyny jest mi w stanie pomóc.




niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 19

Cześć kochani!!! Chciałabym Wam podziękować za komentarze pod ostatnim rozdziałem :) Mam nadzieję, że rozdział się spodoba, bo w prawdę mówiąc dla mnie jest trochę nudny. Tak czy siak zachęcam do czytania.

15 komentarzy - NASTĘPNY ROZDZIAŁ

* Jessica *

- Czy ty do reszty zdurniałeś? Jak mogłeś puścić go samego? - krzyknęłam wściekła. Jest kilka minut po północy a jego jeszcze nie ma. 
- Przecież obiecałem Eleanor, że...
- Ale jakbyś nie zauważył to jest jeszcze Zayn, Niall i Liam! - wszystko we mnie buzowało. Gdybym wiedziała to w życiu bym go nie puściła.
- Ale on nie chciał. Powiedział, że sam sobie poradzi. - tłumaczył się mój brat.
- Znasz ojca. Wiesz, że jest nieobliczalny.
- Jessica spokojnie. Na pewno zaraz wróci - powiedziała Emily mocno mnie przytulając.
Nie mogłam się uspokoić, po prostu nie mogłam. Szybko jej się wyrwałam i podeszłam do Louisa.
- Wiesz co jest najgorsze? Że jeżeli mu się coś stanie to będzie moja wina. MOJA, nikogo innego - wysyczałam. Już miałam iść do swojego pokoju gdy zadzwonił mój telefon.
- Dzień dobry. Czy rozmawiam z panią Jessicą Darlson? 
- T-tak, o co chodzi? - spytałam. 
- Z tej strony David Adams, jestem z policji. Pół godziny temu pan Harry Styles został przywieziony do szpitala. Proszę przyjechać jak najszybciej - powiedział po czym się rozłączył. Stałam jak sparaliżowana. Coś mu się stało. Boże... Bezsilnie opadłam na kanapę. 
- Co się stało? - spytał Louis.
- O-on... Szpital - powiedziałam drżącym głosem. Nic więcej nie trzeba było mówić. Już po chwili siedziałam w samochodzie razem z resztą. Po około 10 minutach byliśmy już w szpitalu. 
- Gdzie leży Harry Styles? - spytał Malik kobietę, która siedziała w recepcji.
- A jest pan kimś z rodziny?
- To mój brat - gdyby ta babka zobaczyła loczka to na pewno by w to uwierzyła... Podobieństwo między nimi jest chyba minimalne.
- Pan Styles jest w tej chwili na sali operacyjnej. Drugie piętro. - po tych słowach od razu skierowałam się w stronę schodów, za mną podążała cała reszta. Przed blokiem operacyjnym stał już policjant, jak myślę ten, który do mnie dzwonił.
- Pani Darlson? - spytał dla pewności.
- Tak to ja, co się stało?
- Został postrzelony, na razie tyle wiem. - jak to postrzelony? Przecież... O Boże... Bez słowa usiadłam na krześle, bo pewnie w innym razie bym upadła. Widziałam tylko jak Louis rozmawia z tym policjantem, który z resztą po chwili poszedł. Chyba za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
- Zobaczysz, wyjdzie z tego - pocieszała mnie Em. Jej słowa były zbędne. 
- I czyja to jest wina? Moja, bo to ja mam tak popieprzonego ojca. - krzyknęłam.
- Nieprawda. Przecież go sobie nie wybrałaś. - pewnie bym coś odpowiedziała gdyby nie to, że z sali wyszedł lekarz.
- Państwo są z rodziny pacjenta? - spytał na co w odpowiedzi dostał kiwnięcie głową. - Cóż, stracił bardzo dużo krwi, upłynęło kilka godzin zanim ktoś go znalazł. Szanse na uratowanie jego życia były niewielkie, ale udało nam się. Na razie jest w śpiączce. Za jakieś dwa dni powinien się obudzić - powiedział po czym odszedł. To jest jakiś koszmar. Zły sen. Zaraz się obudzę, zejdę na dół i znowu zobaczę jego irytującą twarz. Nie wiem co dalej będzie, ale jeśli on się nie obudzi to sobie tego nigdy nie wybaczę. Nigdy...

* 3 dni później *

Przecież miał się obudzić wczoraj. Co jeżeli coś jest nie tak? Co prawda lekarz powiedział, że to normalne, ale się potwornie martwię. Jest godzina 6:00 a ja nie śpię od kilku godzin. Biorąc pod uwagę, że i tak już nie zasnę, zwlekłam się z łóżka, UBRAŁAM i zeszłam zrobić sobie śniadanie. Po 30 minutach głupiego siedzenia i patrzenia się w ścianę postanowiłam iść do szpitala. Pacjentów można odwiedzać od 7:00 więc spokojnie powinnam dojść.
Tak jak myślałam w szpitalu byłam z pięciominutowym opóźnieniem. Jak codziennie windą wjechałam na drugie piętro i weszłam do sali nr 173. Jak zwykle ten sam widok. Ciało chłopaka leżało na łóżku spokojnie oddychając. Po chwili przyglądania mu się usiadłam na krześle obok.
- Błagam cię obudź się. Wiem, że może nie pałamy do siebie wielką sympatią, ale błagam. Niedługo wyzdrowiejesz i pewnie znowu będziesz spał do 12, robił te swoje pyszne obiady i kłócił z Niallem o pilota. To, że tutaj leżysz to moja wina, wiem. Dlatego masz się obudzić, słyszysz? - wyszeptałam powstrzymując łzy. 
- To nie twoja wina - usłyszałam.
- Pewnie, że moja, przecie... Obudziłeś się - powiedziałam uśmiechając się.
- Na prawdę robię takie dobre obiady? - spytał unosząc jedną brew do góry.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę.  
- Cieszysz się, że się obudziłem? - Jessica zamknij się, bo gadasz głupotę na głupotą. 


- Ja.... - od odpowiedzi wybawiła mnie jednak pielęgniarka, która weszła w tej chwili do sali. - Zadzwonię do reszty - powiedziałam po czym wyszłam. Po dosłownie 8 minutach w szpitalu pojawili się wszyscy. Weszli do loczka, a ja w tym czasie usiedziałam przed salą. 
- Dzień dobry, możemy porozmawiać? - usłyszałam. Jak się okazało był to ten policjant, który powiadomił mnie o tym co się stało Harremu.
- Tak, oczywiście.
- Już wiemy co się wydarzyło tamtego wieczoru - zaczął. - Na miejsce miał przyjechać pani ojciec, ale pojawił się ktoś inny...
- Kto taki?
- Nick Blue. 
- Słucham????