sobota, 11 października 2014

Rozdział 24

Cześć wszystkim!!! 

Mam do Was prośbę, abyście, jeżeli opowiadanie Wam podoba, dodawali się do obserwatorów.
Bloga założyłam już jakiś czas temu, a obserwatorów jest nadal dość niewiele... 

Pamiętajcie też o komentowaniu! Miłego czytania :)

PS. Na dole znajdziecie zdjęcie nowej postaci...

*****************************************


[...]udałam się w stronę kuchni. A to co tam zobaczyłam omal nie ścięło mnie z nóg. 

***

To było dziwne. No bo przecież nie powinno mnie obchodzić, że Harry właśnie teraz obściskuje się z jakąś laską, no nie? A jednak w środku czułam rozczarowanie i... zazdrość? Ale czemu? Fakt, coraz częściej zastanawiałam się nad naszymi relacjami. Nie zachowywaliśmy się jak zwykli współlokatorzy. Po tej akcji z Nickiem zaprzyjaźniliśmy się, a przynajmniej tak myślałam. A potem znowu zaczęło się psuć. I teraz już wiem, że Harry Styles to kompletny kretyn. I nic ani nikt nie zmieni mojego zdania.

- Serio? W kuchni? Wydaje mi się, że to nie jest zbyt odpowiednie miejsce. Jeżeli miałabym wam doradzać, to sypialnia wydaje się idealna. - mruknęłam jak gdyby nigdy nic otwierając lodówkę. Na moje słowa loczek "odkleił się" od złotowłosej, która wydawała się nie być zadowolona tym faktem.

- Trzeba próbować nowych rzeczy. Carmen poznaj Jessicę. Jessica poznaj Carmen, dziewczynę, która będzie częstym bywalcem w tym domu. - powiedział uśmiechając się do... jak jej tam... Carmen.

- Taa, miło mi - mruknęłam zupełnie obojętnie po czym z jogurtem w ręku udałam się do ogrodu, w którym znajdowała się Emily.

- Cześć moja najdroższa przyjaciółeczko, jak się spało? - zapytała śmiejąc się z nie wiadomo czego. Czasami zupełnie jej nie rozumiem.

- Serio Ems? Od kiedy to interesuje cię czy się wyspałam?

- Życie jest piękne - kontynuowała nie zważając na to co powiedziałam.



- Nie wiem co wzięłaś, ale bierz tego połowę - mruknęłam. Teraz brunetka powinna być oburzona, ale ona tylko uśmiechnęła się jeszcze bardziej. Wtedy przez moją głowę przebiegła przyczyna jej zachowania: Zayn... Jak na zawołanie już po chwili chłopak pojawił się na tarasie z wyraźnie skwaszoną miną.

- Zdaje się, że byłeś w kuchni - powiedziałam śmiejąc się.

- Tsaaa niestety - odparł siadając obok Emily po czym czule ją pocałował. Jak słodko!!!

- Yyy co się dzieje w kuchni? - spytała zdezorientowana brunetka.

- Harry obściskuje się z Carmen.

- To ty ją znasz? - tym razem to ja spytałam mulata. 

- Tak jakby. To była Stylesa. Chodzili ze sobą pół roku, ale chodziło jej tylko o jego kasę. 

- I on się teraz z nią...? Rany, trzeba być kompletnym idiotą... - stwierdziła moja jakże mądra przyjaciółka. Pewnie kontynuowała by swoją wypowiedź gdyby nie to, że na horyzoncie pojawili się ONI i jak gdyby nigdy nic usiedli obok nas.

- O czym rozmawiacie? - spytał loczek. O tym jakim to jesteś skończonym kretynem, Styles.

- O tym, że trzeba zrobić zakupy - palnęłam szybko. - Pojadę z Niallem - dodałam widząc, że chłopak chce coś powiedzieć.

- Jeszcze śpi - poinformowała mnie Em na co w mojej głowie pojawił się cwany plan.

- No to trzeba go obudzić - mruknęłam uśmiechając się po czym udałam się najpierw do kuchni po miskę z wodą, a później do pokoju Irlandczyka. Najciszej jak to było możliwe podeszłam do jego łóżka wylewając na niego lodowatą ciesz. Blondyn od razu podniósł się do pozycji siedzącej po czym zdezorientowany spojrzał na mnie.

- Pobudka - powiedziałam cicho uśmiechając się słodko.

- Zginiesz marnie kochana. - po tych słowach zaczął mnie gonić po całym domu a następnie wokół stołu w ogrodzie przy którym siedziała reszta.

- Poddaj się - krzyknął Horan widząc, że tracę swoje siły. Przez chwilę udawałam, że zastanawiam się nad tą propozycją jednak po chwili znowu się uśmiechnęłam.

- Nie - odpowiedziałam słodkim głosem po czym przez następne 10 minut Niall ganiał mnie po całym ogrodzie. 

- A tak w ogóle to czemu mnie obudziłaś? - spytał nagle zwalniając.

- Bo chciałam jechać z tobą na zakupy.

- Jedzonko? Trzeba było tak od razu. Daj mi 5 minut - odparł po czym pobiegł do domu a ja zmęczona usiadłam obok Emily.

- A wystarczyło zwyczajnie trzepnąć go poduszką w łeb, żeby się obudził... - mruknęła w moją stronę.

- Wiesz, że ja nie lubię budzić innych zwyczajnie.

- I dlatego musieliście biegać przez 15 minut ja jakieś dzikie zwierzęta wypuszczone z zoo? - spytała ironicznie... panna Carmen! 

- Wow to ty jednak umiesz mówić - powiedziałam udając zdziwioną. Już chciała mi odpowiedzieć kiedy usłyszałam krzyk Nialla, informujący, że jest gotowy. Z uśmiechem na twarzy wstałam i już po chwili siedziałam w samochodzie blondyna.

***

Po około 2 godzinach wróciliśmy do domu. Kto spędza w sklepie spożywczym tyle czasu!? Tak, Niall Horan. A najlepsze jest to, że wykupił połowę sklepu. Głównie były to chipsy i żelki. 
Wchodząc do salonu napotkałam Emily i Zayna siedzących na kanapie i oglądających jakiś film, oraz Harrego który uważnie mi się przyglądał.

- Masz gości. Zaprowadziłam ich do twojego pokoju - poinformowała mnie przyjaciółka na co, nie powiem, się zdziwiłam. No bo niby kto mógłby mnie odwiedzić? Bez zastanowienia udałam się do swojego pokoju, w którym zastałam... Davida i małego chłopca w wieku około 3 lat.

- Co ty tutaj robisz? - spytałam zdezorientowana.

- Przyszedłem z tobą porozmawiać - odparł.

- A skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?

- Nie pytaj - powiedział krótko uśmiechając się.

- A to jest...? - znowu spytałam tym razem wskazując na dziecko.

- Nie masz tylko jednego brata. To jest Jorge. - poinformował mnie na co mały podszedł do mnie a ja nadal stałam jak wryta. Po chwili jednak się ocknęłam i wzięłam Jorge'a na ręce po czym usiadłam z nim na fotelu.

- O czym chciałeś ze mną porozmawiać?

- O ojcu. Daj mu szansę. To dla niego naprawdę trudne. To nie tak, że on o tobie zapomniał. Twoja mama na jego prośbę wysyłała mu twoje zdjęcia. Ma je wszystkie w swoim gabinecie. On nie jest złym człowiekiem. 

- Dla mnie też to nie jest łatwe. Przez 19 lat żyłam w kłamstwie i nie potrafię zrozumieć mojej mamy. Nie wiem dlaczego się tak zachowałam... od razu wybucham. Ale taka już jestem. Najpierw robię, później myślę. - odparłam bawiąc się rączkami małego.

- Najważniejsze to przyznać się do błędu. A oboje go popełniliście. To jak, pogadasz z nim?

*Emily*

Ostatnią godzinę spędziłam siedząc z Zaynem na kanapie. Już zapomniałam, jak to jest być kochanym... Moje dotychczasowe związki nie kończyły się dobrze. I mam szczerą nadzieję, że ten będzie trwał jak najdłużej.

- Co ty na to żebyśmy coś ugotowali? - spytałam po tym jak film lecący w telewizji się skończył.

- Jestem za. - odpowiedział całując mnie w policzek.

- Ok, to ty idziesz do kuchni, a ja do pokoju się przebrać. Jak znam życie to zaraz będziemy brudni. - oznajmiłam po czym wyszłam z salonu. Wchodząc po schodach zadzwonił dzwonek do drzwi, więc chcąc nie chcąc musiałam się wrócić i otworzyć. Byłam niemal pewna, że to Carmen przyszła do Harrego, ale to kogo zobaczyłam za drzwiami kompletnie odebrało mi mowę.

- Mama? 

**************************

Carmen (20 lat)


piątek, 26 września 2014

Rozdział 23

[...] W tym czasie przez moją głowę przelatywało wiele pytań, a najważniejsze z nich to to, czy ja aby na pewno dobrze robię?


***

Nie jestem w stanie określić co dokładnie czułam będąc przed pokojem, w którym znajduje się  mój ojciec. Szczerze to nie wierzę, że ja tutaj teraz jestem. Jessica, spokojnie, bądź twarda.

- Nie wiem czy dam radę - powiedziałam chwytając Davida za ramię kiedy ten chciał wejść do środka. - Na początku myślałam, że sobie poradzę, ale to dla mnie za dużo.

- Ten najtrudniejszy krok już za tobą. Szczerze to nie znam bardziej odważnej dziewczyny od ciebie. Naprawdę niejedna już dawno dałaby sobie spokój. - i  to podziałało bo po chwili skinęłam głową na znak, że jestem gotowa. Niepewnie weszłam do środka patrząc na podłogę.

- Ty musisz być Jessica - odezwał się głos przede mną. Niepewnie skierowałam wzrok na mężczyznę. I przeżyłam szok. On był tak bardzo do mnie podobny. A raczej to ja byłam podobna do niego.

- T-tak to ja -wydukałam wyciągając w jego stronę dłoń, którą po chwili uścisnął.

- To ja was zostawię samych - wtrącił się David. Nawet zapomniałam, że on tu jest. Moment później zostałam sam na sam z mężczyzną.

- Domyślam się, że to dla ciebie trudne, dla mnie także. Na początek może opowiesz mi coś o sobie? - zaproponował niepewnie.

- Tak, um, mam 19 lat, mieszkam w Londynie.

- Studiujesz? Pracujesz? - no i co ja mam powiedzieć. Że jestem złodziejką i z tego żyję? Tak właściwie to ostatni raz kiedy z Emily coś ukradłyśmy to wtedy, gdy poznałyśmy chłopaków. I powiem szczerze, że za tym nie tęsknię.

- Yyy nie, na razie utrzymuję się z pieniędzy po mamie.

- Masz chłopaka?

- Nie. - odpowiedziałam krótko. Szczerze, to czuję się, jakby ktoś przeprowadzał ze mną wywiad.

- Przepraszam, że tak wypytuję, ale po prostu chciałbym wiedzieć o tobie jak najwięcej. Jestem ciekawy jak żyjesz i co robiłaś przez te 19 lat... - chciał mówić dalej, ale mu przerwałam, bo słysząc to co powiedział złość zaczęła we mnie buzować.

- Chwila stop! Gdyby cię naprawdę obchodziło co się ze mną dzieje to sam byś mnie odnalazł. I żeby było jasne, nie przyszłam tutaj po to, żeby stworzyć kochającą się rodzinkę. Ty nawet nie wyobrażasz sobie jakie jest moje życie. Ty sobie tu żyjesz, jesteś szczęśliwy, podczas gdy kilka tygodni temu człowiek, którego nazywałam ojcem chciał mnie zabić. Zaprzyjaźniłam się z chłopakiem, któremu to zlecił. I gdyby nie inny chłopak to nie wiadomo czy bym tu teraz była. Nie wiem po co tu przychodziłam. Może liczyłam na to, że moje życie będzie przez to lepsze... Ale się myliłam, i to grubo. Najlepiej jak oboje zapomnimy o tym, że w ogóle się znamy. - wysyczałam po czym wyszłam trzaskając drzwiami. W tamtym momencie kipiałam złością i spokojnie mogłabym kogoś pobić. Jestem głupia. Po prostu głupia...

Po około godzinie wróciłam do domu. Trochę mi się zeszło, ale musiałam się trochę uspokoić. W środku panowała cisza, co oznaczało, że nikogo nie ma.

- I jak tam spotkanie? - spytał ktoś za mną.

- Nie strasz mnie - powiedziałam udając się w stronę salonu.

- Nie przedstawisz nam go?

- O co ci chodzi Styles? - tym razem to ja spytałam odwracając się w stronę chłopaka.

- Pieprzył cię już? Nie było cię kilka godzin więc pewnie tak - w tym momencie nie wytrzymałam i go spoliczkowałam.



- Zamknij się. Nie wiem o kogo i o co ci chodzi, ale dla twojej wiadomości, nie jestem pierwszą lepszą - wysyczałam po czym wyminęłam go i pobiegłam do swojego pokoju. To zdecydowanie za dużo jak na jeden dzień. Za dużo...

* Emily *

Postanowiłam posłuchać rad Jessici i zrobić krok naprzód. Z tego właśnie względu to ja dzisiaj zaprosiłam Zayna na randkę, a właściwie na spacer. 

- Mogę cię o coś zapytać? - zaczęłam rozmowę po chwili ciszy.

- Jasne, odpowiem na każde twoje pytanie - powiedział szeroko się uśmiechając.

- Dlaczego ja? W sensie dlaczego to ze mną chcesz być. Mógłbyś mieć każdą. - spytałam na co on stanął i złapał mnie za dłonie.

- To proste. Jesteś wyjątkowa. Taka... jednocześnie inteligentna i szalona. Uwielbiam twoje oczy, twój nos, twoje usta, twoje wszystko. Twój uśmiech to najlepszy obraz na świecie. Przy tobie zawsze jestem szczęśliwy i tylko ty umiesz sprawić, że od razu polepsza mi się humor. I mam cholerne szczęście, że dałaś mi szansę - zakończył patrząc mi w oczy, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. To było takie... piękne. - Mam wymieniać dalej? - spytał cicho nadal się uśmiechając.

- Nie trzeba - powiedziałam odwzajemniając uśmiech po czym stając na palcach musnęłam jego usta. I wtedy stało się dla mnie jasne. Ja się w nim zakochałam.

* Godzinę później *

Około 15 postanowiliśmy wrócić do domu. Chciałam porozmawiać z Jessicą, bo kompletnie ją olałam. Już przed drzwiami można było usłyszeć kłótnie, jednak nie zrozumiałam ani jednego słowa. Popatrzyłam zdziwiona na Zayna, który również wydawał się być zdezorientowany. Przecież rano wszystko było okay. Nie zastanawiając się długo weszłam do środka i od razu zdjęłam kurtkę.

-  [...] Nie wiem o kogo i o co ci chodzi, ale dla twojej wiadomości, nie jestem pierwszą lepszą - usłyszałam głos Jessici, a zaraz po chwili moja przyjaciółka wybiegła z salonu. Nie czekając na dalszy rozwój sytuacji ruszyłam w stronę pomieszczenia.

- Coś ty jej zrobił?! - krzyknęłam widząc Harry' ego chodzącego w tę i z powrotem.

- Ja nic. Ale lepiej sobie z nią porozmawiaj - prowadzenie tej dyskusji dalej było bez sensu więc jedyne co mi pozostało to rzeczywiście porozmawiać z Jess. 

***

- Możesz mi powiedzieć co tu się stało - spytałam wchodząc do jej pokoju. Siedziała na łóżku i najwidoczniej biła się z myślami.

- Jego się zapytaj - mruknęła cicho.

- Jacy wy jesteście do siebie podobni. Aż dziwne, że nie jesteście jeszcze razem. - powiedziałam bardziej do siebie niż do niej, ale blondynka najwyraźniej to usłyszała bo gwałtownie wstała.

- Ja z tym kretynem? No chyba bym musiała na mózg upaść, żeby być z kimś takim. On jest chyba ostatnią osobą, z którą chciałabym stworzyć związek. I oświadczam wszem i wobec, że jeżeli jeszcze raz coś takiego usłyszę to nie ręczę za siebie. - warknęła.

- Wiesz lepiej ochłoń zanim powiesz coś, co może zaważyć na naszej przyjaźni. - okay, rozumiem, że jest na niego zła, chociaż nie wiem za co (i nie spieszy jej się, żeby mi powiedzieć), ale to nie powód żeby atakować mnie.

- Przepraszam. - powiedziała cicho na co od razu ją przytuliłam. Nie potrafię się na nią długo gniewać. A wiem, że nie chciała. Jessica ma specyficzny charakter i czasami ciężko ją zrozumieć. 
Ale to ona zasługuje na szczęście jak nikt inny.

* Następnego dnia - południe - Jessica *

Dzisiejszy dzień spędziłam w swoim pokoju. Tak naprawdę to wstałam jakieś dwie godziny temu, a nie opuściłam swojego "królestwa" tylko dlatego, że nie chcę natknąć się na Stylesa. Więc dla dobra i jego i mojego się stąd nie ruszam. Jednak mój brzuch daje o sobie znać więc niestety, ale muszę coś zjeść. Powoli jak to miałam w zwyczaju udałam się w stronę kuchni z nadzieją, że nie spotkam w niej loczka. Przechodząc przez korytarz w oczy rzucił mi się czerwony płaszcz. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nie należał on ani do mnie, ani do Emily. Po chwili jednak zdałam sobie sprawę nad czym właściwie się zastanawiam i że tracę tylko czas więc już bez przystanków udałam 
się w stronę kuchni. A to co tam zobaczyłam omal nie ścięło mnie z nóg. 

********************************

I tak oto prezentuje się rozdział 23. Wiem, że zakończenie może nie jest jakoś szczególnie ciekawe, ale mogę Wam zdradzić, że pojawi się nowa osoba płci pięknej...

Chciałabym Was poinformować, że niestety mam strasznie DUŻO NAUKI I OBOWIĄZKÓW, dlatego też rozdział pojawił się tak późno. Jeżeli chodzi o kolejny to nie mam bladego pojęcia kiedy się pojawi, ale postaram się go napisać jak najszybciej :) Do następnego :*